sobota, 8 marca 2014

DAWNO WYCZEKIWANY ROZDZIAŁ 7 !!

MAM DLA WAS DAWNO WYCZEKIWANY ROZDZIAŁ 7 :DD

Tata zabrał mi kompa, a teraz jestem nielegalnie i dodaję w ten sposób siódemkę :))
Mam nadzieję, że 7 Wam się spodoba ♥♥ //Kath


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


`OCZAMI KATHERINE`

Poszliśmy do pokoju blondyna. Tak jak myślałam… Nath i Niall się całowali. Odchrząknęłam głośno, a oni na siebie niezręcznie spojrzeli, a potem na nas.

- Mogę wiedzieć czemu nam przerywacie tą wyjątkową chwilę? – zapytał Niall.

- Bo nie wiedzieliśmy dlaczego u was leciała tak głośno piosenka. – wyjaśniłam

- Ale to nie była żadna piosenka. To był cytat dla Nath. – ja przedstawiłam swoją wersję, a on też zaprezentował swoją wersję. – Sarah Kane „Łaknąć”.

- Aaa… Spoko. Wiem! Niall, co ty na to, żeby to był tekst twojej piosenki? Umieścimy ją na albumie wersji Deluxe. – zaproponował Hazzuś.

- W sumie, czemu nie… A szczegóły dotyczące muzyki znasz? Czekaj, nie odpowiadaj. Przyznaj się, teraz to wymyśliłeś?

- Tak… Teraz. No to tak. Weźmiesz gitarę i zaczniesz grać, po chwili zaczniesz również śpiewać. Nagramy cię i będzie dobrze.

- Ja nie mam nic przeciwko. – wtrąciła dumnie Nath. Ja tam tylko stałam i się nie odzywałam ani słowem.

`OCZAMI PERRIE`

Weszłam do domu Zayn’a i chłopaków. O dziwo Niall nie siedział w kuchni. Zdjęłam kurtkę i weszłam w głąb mieszkania. Szepnęłam do Katy, aby na wszelki wypadek była cicho.

- Zayn?! Zayn, jesteś? Przyszłam do was. Jest także Katy! – wołałam. Dziewczyna na mnie spojrzała wzrokiem, który zawsze potrafiłam zrozumieć. Tak, nie posłuchałam siebie.

- Louis! Jesteście?! Halo?! – poszłam do kuchni, gdzie było zgaszone światło. Zapaliłam je i się dokładnie rozejrzałam. Ok, zaczęłam się bać. Wszystko było pogaszone. Nawet komputer na stoliczku obok telewizora. Przez moją głowę przeszły dwie myśli, albo cała siódemka nie żyje, albo pojechali na drugi koniec kraju. W to pierwsze raczej wątpiłam, ale w końcu wszystko jest możliwe na tym świecie teraz.

- Katy, idź na górę. Sprawdź czy tam są. – pobiegłam do łazienki na parterze. W końcu schody tak prowadzą, że na pierwsze piętro. Zleciałam po schodach. Biegałam w możliwe strony. Garaż sprawdziłam. Nawet pod samochody zaglądałam. Moje kolana od tego były aż czarne. Miałam na sobie jasne jeansy. Poszukiwania trwały, a my nie znalazłyśmy żadnego z siódemki.

`OCZAMI KATHERINE`

Szliśmy spokojnie ulicą wszyscy razem, czyli ja, Nath, Niall, Harry, Liam, Louis i Zayn. Czułam się obserwowana przez kogoś. Zaczęłam się troszkę niepokoić. Spojrzałam z obawą na obejmującego mnie Harry’ego.

- Nie bój się. – szepnął mi na ucho. – Przecież masz mnie. Obronię cię.

- Nasze gołąbeczki szepczą sobie na ucho! Już wiemy o co chodzi… - powiedział głośno Zayn. Taa… Zayn i te jego żarty. Ale przynajmniej potrafił mnie rozśmieszyć.

- Nie o to chodzi… - klepnęłam go po ramieniu. Było lato, więc zdjęłam swoje szpilki. Lubiłam nosić obcasy, mimo tego, że byłam lekko wyższa od wszystkich. Szliśmy niedługo, kiedy ktoś walnął Nath w głowę. To było trochę dziwne, bo Niall ją obejmował. Nie puścił jej nawet na chwilkę. Czarne Audi A2 odjechało. Puściłam Hazzę i buty, po czym wyjęłam z dużej plażowej torby czerwone Conversy za kostkę. Szybko je założyłam i pobiegłam za samochodem. Wiedziałam o czym reszta myślała. Jestem szybka. Odgarnęłam rozpuszczone włosy i rzuciłam wzrokiem za siebie. Zauważyłam biegnącego Harry’ego, Liam’a i Louis’a. Zayn tylko stał.

- Kath! Uważaj na samochód! – krzyknął prawdopodobnie mój chłopak.

- Nie cofnę się przed niczym aby uratować Nath! – odkrzyknęłam chłopakom. Za Audi A2 przebiegłam dobre kilka przecznic. Czyli w sumie połowę Londynu, jakieś siedem kilometrów.

`PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ, Oczami Katherine`

- Harry, gdzie tu jest wejście? – zapytałam po cichu.

- A bo ja wiem? Ale wiesz, że jesteś w moich Conversach? – zwrócił mi uwagę. Fakt, jego. Ale to i tak nie zmienia mojego zdania. Mianowicie, bardzo dobrze mi się w nich biegło.

- Hej. Chodźcie. Znalazłem wejście. – oznajmił Louis tak cicho, że chyba sam się nie usłyszał.

- Wchodzimy. Zaraz. Czysto? – zapytałam. W tym momencie poczułam ból w kolanie i swój strach. Czułam się także jak bym grała w jakimś sensacyjnym filmie z One Direction. Zaraz, o mało nie zapomniałam o Perrie i Katy. – Czekajcie. A co z Pezz i jej kuzynką?

- Nieważne. Musimy uratować Nath. – powiedział nagle Niall.

- Niall? Przybiegłeś tu? –  spytałam go zdziwiona z miną „wtf”.

- Nie. Przyjechałem autobusem. Jak widać, nawet zdążyłem. – wziął głęboki oddech.

- Ok. Wchodzimy. – ruszyłam na samym przodzie. – Czekajcie, ktoś tu jest. – nasłuchiwałam różne odgłosy. Jedyne co mi wpadło w ucho to rozmowa jakiegoś gościa z drugim. Gadali coś o Nath. To raczej nie była cała rozmowa, ale sam urywek. Według niektórych miałam bardzo dobry słuch.

- Wiesz co z nią zrobić? – pytał jeden drugiego.

- Nie… Ale zastanowię się. – odpowiedział.

`OCZAMI NATHALIE`

Bardzo się bałam odkąd mnie porwali. Zboczuchy jedne. Widziałam dwóch, ale na pewno jest ich więcej. W różnych miejscach słyszałam czyjeś kroki. Nie było jasno, jednak udało mi się rozróżnić rzeczy.

- No, mała, jak masz na imię? – zapytał mnie jeden z nich. Bałam się odpowiedzieć. Wolałam skłamać.

- Juliette. – skłamałam im.

- Ta, dobra, ale nie kłam już. – co?! Byłam mistrzynią kłamania. Kath – słuchania, a natomiast potrafiłam komuś wmówić nieprawdę. W końcu każdy ma jakiś ukryty talent. – No, jak się nazywasz?

- Nath… Nathalie… - moje oczy zapewne były pokryte blaskiem strachu. Tak bardzo chciałam się wtedy móc wtulić z Niall’a i poczuć bezpieczeństwo. Wypłakać się w jego koszulkę.

- Za mało. Nazwisko!

- Nathalie Blues.

- Gdzie mieszkasz? Opowiedz o sobie! Muszę przecież coś o tobie wiedzieć. – warknął na mnie. Teraz, nie dość, że się bałam, to do tego zaczęłam się trząść ze strachu przed nim. Może nimi. Ale to jeden gość ze mną gadał. – Gadaj!

- Mieszkam w Londynie. Mam 18 lat. Moim chłopakiem jest Niall Horan z One DIrection. Moją przyjaciółką jest Kath. Znamy się od małego. – miałam tego dość. Zakończyłam o sobie opowiadać. Nie chciałam. I tyle. Z jednej strony chciałam im przyłożyć, a z drugiej chciałam tylko czekać, aż mnie Niall i reszta uratują. Moje ucho usłyszało jakiś bardzo cichy szelest gdzieś daleko od mojego położenia.

- Heh… Mówiłem ci, Mike, znaleźliśmy ją w końcu. To ona. – powiedział do drugiego kolesia, kiedy do niego podchodził. Wolałam lepiej nie usłyszeć drugiej części tej wypowiedzi… - Widzisz? Okej, teraz ty idziesz.

- No, Nathalie, czy jak ci tam inaczej, jaki masz kolor oczu, włosów, rozmiar ubrań, butów. – spytał. Co do tych pierwszych dwóch, skłamać nie mogłam.

- Mam niebieskie oczy. – odpowiedziałam ze strachem. – Złoty blond włosy, 38 – ciuchów. A co do butów to ja nie wiem.

- Gadaj! Rozmiar butów.

- Chyba 38… Albo 39… To zależy…

- Dobra, może być! – oddalił się od mojej osoby.

`OCZAMI NIALL’A`

Balem się o Nath jak cholera. Wiedziałem, że o mnie myśli. Chciałem ją przytulić, pozwolić wypłakać się w ramię, uspokoić i zapewnić bezpieczeństwo. Ok, nie czas na przemyślenia. Musiałem coś wymyślić. Poprawiłem sobie bluzę i odezwałem się do Kath i chłopaków:

- Wiecie co? A może byśmy się tak zakradnęli do nich. Od tyłu.

- Tak samo myślałem, ale nie byłem pewien czy to dobry pomysł. – oznajmił Zayn. – Louis. Nath to twoja siostra. Ale dlaczego się przedstawiła jako Nathalie Blues? Nie rozumiem tego…

- Zawsze jej mówiłem, żeby mówiła, że ma inne nazwisko od Tomlinson. – wytłumaczył Tommo. – Jest mistrzynią kłamania, więc każdy jej uwierzy na słowo.

- Aha… Spoko. – odpowiedział mu DJ Malik

- Kath, idziemy już? – szepnął Harry do jedynej dziewczyny w naszym towarzystwie. – Musimy zacząć działać. Inaczej nie wiadomo co zrobią Nath.

- Wiem, cicho. Nasłuchuję ich rozmowę. – uspokoiła go i skoncentrowała się na nasłuchu.

`KILKANAŚCIE MINUT PÓŹNIEJ, Oczami Niall’a`

- Idziemy. – powiedziała Katherine. Poszła przodem, a my za nią. Ruszała się jak zawodowa agentka. Podejrzewam, że nie tylko ja byłem w zachwycie tego, co ona potrafiła. – Cii… Mogą mieć podsłuch, kamery rejestracyjne, pułapki. Po prostu róbcie to co ja. Zrozumiano? – pokiwaliśmy zasadniczo głowami na znak, że zrozumieliśmy. Ponownie wprawiła swoje ciało w ruch. Zatrzymała się kilka metrów dalej. Chyba wyczuła jakiś zapach…

`OCZAMI KATHERINE`

Zatrzymałam się niedaleko od chłopców. Wyczułam, że jest jednak jakaś pułapka. Wyciągnęłam z torebki puder. Od razu widać było, że jest. Mianowicie skanery ruchu. Na szczęście byłam na tyle szczupła, że udało mi się przez nie przedostać na drugo stronę. W zasadzie, byłam prawie anorektyczką… Ale ten fakt możemy pominąć. Później wam o nim opowiec konkretniej. Wracając do tego wydarzenia… Biegliśmy przed siebie po ominięciu skanera. Był długi korytarz, przez który biegliśmy. Dwóch ochroniarzy nas niestety dopadło na jednym z zakrętów labiryntu. Ja dalej uciekałam, więc to za mną pobiegli faceci w czarnych ubraniach. Chłopaków udało mi się zgubić. Na ich szczęście, jeszcze mi za to podziękują. Tak, może faktycznie jakoś unikną więzienia, w przeciwieństwie do mnie. Chciałam już być po tej „misji” na kanapie z kakao w ręku, Hazzą obejmującym mnie o telewizorem. To było na razie jeszcze nie możliwe… O kurde… Ślepy zaułek!

- No to co panienko? Koniec ucieczki? – jeden spojrzał na drugiego. – Bierzemy ją! – tak, złapali mnie. Po chwili do mnie przyszli kolejno: Louis, mój Harry, Liam, Zayn i Niall z… pięcioma ochroniarzami.

- Wypuśćcie mnie! Nie wiecie nawet kim ja jestem! – szarpałam się, po tym, jak przywiązali nasz do sześciu stalowych słupów. – Słyszycie?! Macie nas wypuścić! Bo jak nie, to zadzwonię na policję i powiem co nam zrobiliście!

- Tak? – zaśmiał się. – No ale jak to zrobisz, skoro nie masz telefonu?

- Odzyskam go. – odpowiedziałam na jego pytanie. Ponownie zaśmiał się szyderczo. Miałam ochotę skopać mu tyłek. Nie wiem czemu, ale tak. Po tym przeszczepie dostałam tyle siły, chyba.

- Ciekaw jestem jak go odzyskasz. Co? Powiesz mi?

- Tak. Jak się stąd wydostanę. Czekaj… Wiem jak się stąd wydostać. Nam tą placówkę na wylot.

- Aha… To czy wiedziałaś, że biegłaś w stronę ślepego zaułku?

- Tak, owszem. Wiedziałam. Zdążyłam się do niego już przyzwyczaić. – od tamtego momentu z moich ust wydobywały się coraz to cięte riposty. Jeden z nich przybliżył się nieco do mnie. Poznałam go bez problemów. Tak, to był Marcel Schulz (czyt. Szulc). Miałam niedokończoną sprawę dotyczącą jego.

- Mam cię gdzieś i twoje odpowiedzi. Ale jak na taką dziewczynę masz dobrze cięty język. No, powiesz mi gdzie się tego nauczyłaś?

- Ty masz mnie gdzieś?! To ja ciebie tam mam! Słuchaj, Marcel, mamy niedokończone sprawy, wiesz o tym, ale o jedo cię proszę, ich w to nie mieszaj.

- Aha… A kim oni są? Hem?

- Kolejno: Niall James Horan, Harold „Harry” Edward Styles, Zayn Javadd Malik, Louis William Tomlinson i Liam James Payne. To sprawa pomiędzy mną a tobą! – krzyczałam do samego przywiązania mnie i chłopców do słupów.

- Skądś ich ja jednak znam… Czekaj, ale skąd… - taa, i ten blask w jego oczach…

- Członkowie zespołu One Direction. – powiedziałam ciszej. – Ale ich w to nie mieszaj! Nie wiedzą co pomiędzy nami kiedyś zaszło! Nawet nie wiedzą jakie niebezpieczeństwo na nich czeka!

- Ok… Jeszcze zobaczymy… Ale teraz powróćmy do takiej jednej osoby o imieniu Nathalie Blues…

- Co?! Masz Nathalie?! Wypuść ją i chłopaków!

- Na jakiej podstawie? Hę?

- Nie masz dowodów, że to ja!

- Serio? Przyznała się do tego! Nie kłam! Nie jesteś teraz taka jak wtedy. To chyba lepiej. Zawsze byłaś nieśmiała. Nie potrafiłaś się do nikogo odezwać. Nie miałaś takiego ciętego języka jak teraz. Lepiej czy gorzej?

- Tak, to prawda! Zmieniłam się! To nawet bardzo! Ale wypuść mnie i załatwmy to twarzą w twarz! – doskonale wiedziałam na co się godziłam tymi słowami. Jednego nie byłam pewna… Co on może zrobić.

- Katherine, uspokój się. – próbował mnie złagodzić Lou. Nie wyszło mu to.

- Nie! Marcel! Załatwmy to pomiędzy sobą! Tylko ty i ja! Jeśli przegram, zrobisz ze mną co sobie zechcesz. A jeśli ja wygram, przyznasz, że to nie byłam ja. Oto moje warunki.

- Dobra, zgadzam się. Nie teraz, rzecz jasna, ale jutro. Zobaczmy co na to twoi koledzy.

- Mówiłam, żebyś ich w to nie mieszał!

- Ok, ok. Ty i ja, pojedynek w cztery oczy, godzina 10:00. Dobrej nocy życzę. Czekajcie… Nie macie się jak położyć… Ups, dobranoc… - nareszcie odszedł.

- Kath, kto to był? – odezwał się Harry.

- Nikt, nieważne. Ktoś, z kim nie zakończyłam jednej sprawy… - odpowiedziałam ze spokojem. Chyba ze mnie uszła cała złość.

- Ok, opowiesz nam o tym w domu?

- Jasne, jeszcze zobaczę. Nie chcę o tym mówić. – spoko… Ale i tak im nie powiem.

`DWIE GODZINY PÓŹNIEJ`

`OCZAMI HARRY’EGO`

Minęły ze dwie godziny. Wszyscy spali, a ja właśnie nie mogłem. Tak, nie mogłem zasnąć. Cały czas myślałem o tej rozmowie mojej Kath z nim, Marcelem. Jakiś dziwny gość. Ale ona mi coś o nim chyba mówiła. Tak mi się przynajmniej wydaje… Ok, skup się. Wymyśliłem całkiem fajny sposób aby się stąd wydostać. Wystarczy im zmylić, wziąć jakiś nóż, przeciąć liny i uciec. Jest jeden problem… To niemożliwe… Gdzieś w głębi zauważyłem jednego ochroniarza i jakąś dziewczynę, bardzo podobną do naszej Nath. Może to była ona… Raczej tak.

- Nathalie? – zapytałem, kiedy przywiązali ją do takiego samego słupa co ja i reszta grupy. – Nath, co ty tutaj robisz?

- Pamiętasz jak mnie porwali? To było raptem wczoraj… Pokazywali mi zegar, więc widziałam. – odpowiedziała.

- Tak. Jak mógłbym zapomnieć. Co ci zrobili? – byłem ciekawy jak nigdy.

- Nic. Próbowali coś ode mnie wyciągnąć.

- Ale co próbowali z ciebie wyciągnąć? – dalej wypytywałem dziewczynę.

- Imię, nazwisko, numer buta, ubrań, i wiesz… Tak dalej…

- Aha… A wspominali coś on nas? – rozejrzałem się po sali, w której byliśmy.

- O nas? Jakich nas? – chyba do niej nie docierało, co mówię.

- Ja, Kath i chłopaki…

- Aaa… Nie. Chyba nie. Znaczy nie wiem, co między sobą szeptali, a ja nie mam takiego talentu jak Kath. Nadnaturalny słuch.

- Spoko. A wiesz co z nami chcą zrobić?

- Raczej nie. Jestem zmęczona, więc nie wypytuj mnie o takie sprawy o tej porze. – naszą rozmowę przerwał jakiś gość. Podszedł do nas i  rozchylił usta.

- Dobra, idziemy. – powiedział grubym basem.

- Gdzie? – Nathalie była zdeterminowana. Miała tylko jeden cel. Wydostać się z tej dziury. – Gdzie nas zabierasz?! – krzyknęła i każdy lekko podniósł głowę.

- Co, gdzie, jak?! – krzyknął zdezorientowany Niall.

- Idziemy do pudła. – odpowiedział, po czym rozwiązał moją dziewczynę i złapał ją z całej siły za ramiona.

`OCZAMI KATHERINE`

Przyszła Nath, a ja wtedy spałam. Potem jeszcze jakiś kolo. Chyba siostra Tommo krzyknęła, więc się obudziłam. Właściwie wyrwała mnie ze snu. I to raptownie… Rozwiązał mnie blady koleś i z całej siły złapał za nadgarstki. Syknęłam z bólu. Spojrzałam za niego, czyli moje oczy od razu rzuciły się na Harry’ego. W jego tęczówkach mogłam dostrzec, że chciał Leon’owi, bo tak ten gość miał na imię, dowalić. Bo co? Bo mnie coś bolało? Raczej tak… Co ja gadam? Tak, oczywiście, że tak. Kochał mnie, więc nie chciał, aby mi się coś stało… Logiczne.

- Puszczaj ją! Inaczej ci dowalę! – krzyknął Zayn. Tak, chciał mnie uratować.

- Co? Ty mi grozisz? – zaśmiał się jakoś… dziwacznie.

- Tak! Nie wiesz na co mnie stać! – poluźnił węzły na rękach Zayn’a, Niall’a, Hazzy i Nath. Mną rzucił o ścianę. Mocno… Bardzo mocno. Poczułam przeszywający ból w całej sobie i dwa, owijające się wokół mnie ramiona.

- Słuchaj, no! Masz nas wypuścić! I to teraz! – Hazza chyba wpadł w furię. Martwił się o mnie… To takie słodkie… Aww…

- Ty mi? Haha! Uważaj, bo już się boję!

- Tak! On ci grozi! Jeśli nas nie wypuścisz, to zadzwonimy na policję i wszystko opowiemy na komisariacie, co tu się stało. Co robicie z ludźmi. – Louis w końcu przemówił.

- Boże… Co za nienormalni ludzie… I to niby wy jesteście bohaterami? Haha. – znowu ten sam, głupi śmiech Leon’a.

- Leon! Zostaw ich. Niech sobie tak poleżą. – przyszedł jakiś drugi typ. Na plakietce zauważyłam napis „Diego”. Heh…  Nie no, dobra… Poczułam się jak w filmie sensacyjnym. Tylko takim bez scenariusza i tych innych. Reżysera też…

- Mam cię dość! Wypuść mnie z lin! – wykrzyczał Liam. I to on jest ten miły? – Bolą mnie ręce, muszę do wc, jestem głodny, brzuch mnie do tego boli i chcę być już w domu!

- Masz rację… Może tu się poczujesz lepiej, hę? – wzięli nas i zaprowadzili przez ciemny tunel. Byliśmy chyba w podziemiach. Oby nie. Strasznie się ich boję. Tak, bałam się… Z tego powodu wypuściłam swobodnie jego rękę, a on mnie objął, po czym ja się w niego wtuliłam. Chciałam się tak rozpłakać jak małe dziecko. Tylko, że niepokonana Kath płacze przed takim kimś jak oni? W końcu każdy ma jakieś słabości, lęki i upodobania.

- No. Tu będzie wam wygodniej. – powiedział Diego i zatrzasnął więzienne drzwi. Po kilku minutach odszedł.

- I co? Czuję się jak w więzieniu. Harry, ja chcę do domu… - na mojej twarzy pojawił się grymas. Musiałam się rozpłakać. Gdy to zrobiłam podszedł do mnie mój chłopak i przytulił z całej siły. Nareszcie mogłam się poczuć bezpiecznie.

- Niall, proszę, powiedz mi, że tu długo nie zostaniemy. Błagam. Też chcę już być w domu. – Nath zrobiła to samo. Zaczęła płakać.

`OCZAMI NATHALIE`

Tak jak Kath, zaczęłam płakać. Miałam dość tego miejsca. Kim w ogóle byli ci kolesie? Pedofile jebane. Sorry za słownictwo, ale taka jest prawda. Głupki. Heh… Nawet nie wiedzą z kim zadzierają. Ja – niepokonana mistrzyni świata w karate, drugi raz z rzędu. Kath – dziewczyna, która może wszystkich zbajerować. Właśnie dlatego się przyjaźnimy od dzieciństwa.

- Spokojnie… Nie płacz. – Horanek próbował mnie uspokoić.

`OCZAMI PERRIE`

- Katy! Gdzie oni są do jasnej ciasnej?! – mówiłam bardzo głośno.

- Perrie, nie krzycz. Krzyk tu teraz nic nie zdziała. Zadzwońmy lepiej na policję. – zasugerowała.

- No tak. Przeszukają cały Londyn i będzie po sprawie. – uspokoiłam się w duchu. – Ja chcę do Zayn’a.