Szczęśliweeego Nowego Dwa Tysiące Czternastego Rooooku :> :> :>
Mimo tego, że pod 1 Rozdziałem nie było co najmniej dwóch komentarzy, to i tak dodaję Rozdział 2
---------------------------------------------------------------------------------------------------
‘OCZAMI LOUIS’A‘
Wyskoczyłem z samochodu jak poparzony. Biegłem ile sił w
nogach. Oby to nie były Katherine i moja siostra. Ale jak to się mogło stać?
Byłem już na miejscu. To, co tam zobaczyłem zatrzymało mi się przed oczami. Nie
wiedziałem co miałem zrobić. Uklęknąłem nad dziewczynami, wyjąłem telefon i
wykręciłem numer do szpitala.
- Tak słucham? – usłyszałem damski głos w słuchawce.
Pewnie to była recepcjonistka. – Mogę w czymś pomóc?
- Tak! Jestem na ulicy Down Street, potrzebuję pomocy,
teraz! – tak się o nie bałem. Krzyczałem do telefonu. – Moja siostra i jej
koleżanka zostały potrącone przez samochód!
- Dobrze. Rozumiem. Zaraz karetka dojedzie. – rozłączyła
się. Czekałem, aż dojedzie.
- Louis…? To ty…? – Kath ledwo co mówiła.
- Louis… Nie pozwól mi… zamknąć oczu… - zamknęła je. Jej
głowa pod wpływem ciężkości lekko opadła w prawą stronę. Przytulałem się do
Nath. Nic nie dało. Jej serce coraz wolniej biło. Podszedłem do Katherine, ona
też to samo. Puls był trochę wyczuwalny, ale bardzo lekki.
- Błagam, tylko nie to! – odwróciłem głowę do tyłu.
Zobaczyłem karetkę parkującą na środku drogi, robiąc tym samym korek uliczny.
Lekarze wzięli je na nosze. Po kilku minutach byliśmy w karetce, a mi pozwolili
jechać. Mogłem im nie pozwolić na te zakupy. Inaczej by się to potoczyło… Co ja
najlepszego narobiłem? Poczułem jak się zatrzymujemy. No i oczywiście przy tym
światło dzienne. Była godzina około 16:00, w lipcu. Zmrużyłem oczy i wyszedłem.
Szliśmy w kierunku szpitalnych drzwi. Cały czas trzymałem rękę siostry i
zerkałem na Kath. Ich oczach widziałem strach, zmęczenie i cierpienie. Nie
mogłem powstrzymać łez. Jeśli umrą, rodzice nigdy mi tego nie wybaczą, gorzej
nawet. Jednak wolałem nie skupiać się na przyszłości, tylko na teraźniejszości.
Lekarze zaprowadzili je na salę.
- Proszę tu zaczekać. - oznajmiła mi jedna z lekarek szpitalnych.
Posłuchałem i usiadłem na krzesełku, które stało naprzeciwko sali.
‘OCZAMI HARRY’EGO, W STUDIU, OKOŁO GODZINY PÓŹNIEJ‘
- Nadal nie ma Louis’a? -
zapytał nas Paul, który co sekundę zniecierpliwiony patrzył na zegarek.
- No chyba jeszcze. – odpowiedziałem ze spokojem.
Podszedłem do stolika, gdzie leżał mój telefon i wziąłem go do ręki.
Przeczytałem wiadomość po cichu, a następnie na głos.
- „Sorry, ale trochę się spóźnię. Lou” – tak brzmiała
treść sms’a. Ale jak się spóźni?
- Ale o co mogło mu chodzić? – Zayn zadał pytanie, na
które żaden z nas nie mógł odpowiedzieć. Nie znaliśmy przyczyny i odpowiedzi.
- No tego raczej się mnie nie pytaj. – warknąłem na niego.
– Przepraszam. Znaczy… Gdzie on teraz może być? – zaczęliśmy się zastanawiać.
Liam wykręcił numer Tommo i wysłał wiadomość tekstową o następującej treści: „Gdzie
jesteś? Czekamy na ciebie. Paul się niecierpliwi. Odpisz szybko. Liam.”
- No, więc teraz nam tylko pozostaje czekać… - odrzekł
Niall. Po kilku minutach czekania dostał w końcu odpowiedź.
- Napisał, że jest w szpitalu na Road Street z Kath i
siostrą, ale o co konkretnie chodzi nie wiem. – wzruszył ramionami i wyszedł ze
studia. Ja za nim poszedłem.
- To może pojedźmy tam. Może miał jakiś wypadek? Kto wie…
Ja tam jadę! – krzyknąłem odwracając się w jego kierunku i szybko kierowałem
się do samochodu na parking. Nie wiem, która była godzina, nie liczyło się dla
mnie to. Za sobą usłyszałem dźwięki zamykanych samochodowych drzwi. Pomyślałem
przez chwilę jak do tego doszło. Na pewno nie był to najzwyklejszy wypadek.
Może kogoś sprowokował. Eh… Na pewno nie. Przecież to Louis. Nie tylko ten sms,
ale on od kilku tygodni jest jakiś zamknięty w sobie. Nie potrafiliśmy pomóc
mu. Moje przemyślenia przerwało pytanie od Niall’a. Włożyłem kluczyki do
stacyjki i ruszyłem. Byliśmy w drodze, kiedy Zayn zaczął nas rozśmieszać.
Właściwie, nie śmialiśmy się z innych kawałów, tylko ciągle z tego samego
żartu. Nie było mi do śmiechu. Nie dopuszczałem do swojego umysłu myśli, że
Kath się coś stało, czy Nath, a nie daj Boże Louis’owi. Podjechaliśmy pod sam
szpital. Wyszliśmy z niego, a ja zamknąłem zamki. Weszliśmy do recepcji.
- Przepraszam. Gdzie może znajdować się Louis Tomlinson? –
zapytałem pielęgniarkę.
- Tomlinson… Tomlinson… - zaczęła szukać w papierach
ciągle powtarzając sobie to nazwisko pod nosem. – Nie ma żadnego Louis’a
Tomlinsona na liście. Musieli panowie pomylić szpitale. Ale zaraz… - zaczęła
dalej szukać w liście przyjętych z zaciekawieniem. Jakby kogoś znalazła.
Odwróciła głowę do koleżanki, która momentalnie się znalazła obok tej.
Rozmawiały między sobą cicho. Jedna z nich, Monique, bo tak było napisane na
plakietce, wskazała do Diany, koleżanki, jakieś nazwisko.
- A to? – zaczęła mówić Diana. – Nathalie James Tomlinson,
lat 18? – ale Nath? Nie chciałem usłyszeć najgorszego. Mianowicie, że moja
kochana Kath tu jest. To tego nie chciałem usłyszeć.
- Tak, to ona. Jest jeszcze ktoś z jej znajomych? – tym
razem Niall rozmawiał. Ja stałem w szoku. Łzy miały ochotę wytrysnąć jak
strumień.
- Jest jeszcze Katherine Vlues, lat 18. – przy tym zdaniu
się rozpłakałem jak małe dziecko. Zayn przytulił mnie i mówił do mnie.
- Ale… Jak? Ona tu jest? – krztusiłem się łzami. – Moja
Kath miała… wypadek? Która sala?
- 18, pierwsze piętro. – odpowiedziała Monique, a ja
zniknąłem w korytarzu. Jest! Sala numer 18. Zobaczyłem siedzącego Louis’a przy
Nath. Był w sali, nie w poczekalni. Mimo tego, że nie znałem jej dobrze, ani
ona mnie, to i tak moje życie straciło sens. Miałem ochotę uciec stąd, krzyknąć
„Kocham cię, Katherine Vlues” i skoczyć z mostu. Widziałem ją kilka razy na
oczy, a nie tylko na zdjęciach. Była… Idealna. Wszedłem do środka i oparłem się
o ścianę. Łzy nie przestawały mi lecieć.
- Co z dziewczynami? – spytałem ze smutkiem w głosie.
- Nic… Są w śpiączce farmakologicznej. – obrócił się do
nas przodem. – Lekarz mówił, że jeśli się nie obudzą w ciągu siedmiu do ośmiu
godzin, znaczy, że nie żyją, że umarły. – rozpłakał się jeszcze bardziej.
- Coś jeszcze mówili? – kontynuowałem dalej
- Tak… - otarł swoje policzki. – Radzili, abym z nimi
próbował nawiązać jakąś rozmowę. A najlepiej byłoby, gdyby spróbowała to zrobić
osoba, którą kocha Kath i Nath.
- Osoba, którą kocha Kath i Nath… - powtórzyłem sobie po
cichu pod nosem. Nie wiem kogo kocha, prawdopodobnie kochała. Nie chce mi się
wierzyć, że umrze mój aniołek.
- No więc… Tak jest. Robili badania i wykazują, że powinny
się obudzić za siedem do ośmiu godzin…
- Nie! Błagam nie… - krzyknąłem i zsunąłem się po ścianie
ciągle płacząc. Byłem w rozsypce. Nie wiem co bym zrobił gdyby nie żyły. Raczej
chciałbym być tak w górze ze swoim szczęściem.
- Harry… Spokojnie… Wyjdą z tego… - Niall zawsze był dobry
w pocieszaniu ludzi. Rozweselał jakimiś żartami i wygłupami, które w tamtym
momencie nie działały na mnie.
- Niall… Zostań ze mną przy dziewczynach… - zapytałem.
Louis, Liam i Zayn wyszli z pomieszczenia. Zostałem przy Katherine w 18A, Niall
poszedł do Nathalie, sala 18B. Dzieliły je tylko drzwi.
- Ok… Idę do przyszłej Pani Horan. – znowu musiał
zażartować. Tylko, że ten żart mnie nie bawił. Popatrzyłem na nią, na
dziewczynę z którą chciałbym spędzić resztę swojego życia. Wziąłem jej małą
dłoń w swoje ręce. Pocałowałem ją. Nie chcę aby umarła i zostawiła mnie samego.
To co Louis opowiadał nam o niej, było prawdą. Była śliczna, co prawda, nie
widziałem jej oczu, ale sądziłem, że są zielone albo piwne. Opowiadanie o
Katherine, to mój opis mojej wymarzonej dziewczyny, a opis Louis’a, to opis
mojego najlepszego przyjaciela. Zawsze mnie rozumiał, wiedział o co chodzi, gdy
byłem smutny, nieraz potrafił odczytać moje myśli spoglądając mi tylko w smutne
oczy. To jest prawdziwa przyjaźń. Na dobre… I na złe… Mijały godziny… Chłopcy
pojechali do domu. Zostałem sam z Niall’em.
- Nath się obudziła. – wyszedł z uśmiechem na twarzy. –
Jak z Kath? – popatrzyłem na kolegę moimi czerwonymi, podkrążonymi od płaczu
oczami. Na jego pytanie nie odpowiedziałem. Po jego minie można było zobaczyć
zrozumienie. Nie zadawał zbędnych pytań, po prostu wrócił do Nathalie i zamknął
drzwi, oddzielające je.
- Kath… Błagam, obudź się… Żyj dla mnie… Kocham cię… -
zacząłem śpiewać refren naszej piosenki „Half a Heart”. Oczywiście nie
przestawałem płakać. - And being here without you. It’s like I’m waking up to
only half a blue sky, kinda there but not quite. I’m walking round with just
one shoe, I’m a half a heart without you, I’m half the man, at best, with half
an arrow in my chest, I miss everything we do. I’m a half a heart without you…
Proszę… - moja pełna smutku i miłości łza spadła na jej lewą rękę. Spojrzałem na
twarz Katherine i jeden raz obróciłem się, aby zobaczyć Niall’a. Jeszcze był u
Nath. Dotknąłem swoją prawą dłonią jej policzek. Jej powieki zaczęły drgać.
Wyprostowałem trochę plecy. Ona otworzyła przepełnione strachem oczy.
Rozglądała się po sali Spojrzała na mnie.
- Gdzie ja jestem? Co się stało? O co chodzi? – bała
się. Usiadła na łóżku.
- Jesteś w szpitalu… - odpowiedziałem ze smutkiem w
głosie.
‘OCZAMI KATHERINE‘
- Jak w szpitalu? Ale co się stało? – zaczęłam płakać.
Przytulił mnie i otarł łzy.
- Miałaś wypadek. Z tego co wiem, bo Louis mówił nam jak
to się stało, to samochód cię z Nath potrącił. Ale o konkrety to musisz iść do
Louis’a. – bardziej się wtuliłam w Hazzę. Czułam się bezpiecznie. Cieszyłam się
z tego, że osoba którą kocham była tam wtedy ze mną.
- Harry… Dziękuję, że tu jesteś… - czułam jak się
rumienię. Ale jak zobaczy, trudno… - Tak właściwie, to co tu robisz? Pracujesz
i mnie pilnujesz? Może masz dyżur i za zadanie pilnować Katherine Willow Vlues?
- Nie ma za co… - oderwaliśmy się od siebie. Popatrzył mi
w oczy. – Jestem tutaj dlatego, że Louis napisał sms’a do Liam’a, że wy tu
jesteście.
- Ale po co przyjechaliście? Po co ty przyjechałeś? Nie
znasz mnie… – zaakcentowałam słowo „ty”. Chciałam wiedzieć więcej. Dlaczego tu
są, co wolał przegapić.
- Znam cię… Jesteś taka, jak Lou nam opowiadał. Miałaś
trudne dzieciństwo, nigdy nie miałaś chłopaka, nie byłaś także pilną uczennicą.
– uśmiechnęłam się lekko w jego kierunku. – A jestem tutaj, ponieważ się o
ciebie martwię. Wolałabyś już nigdy nie usłyszeć One Direction i nigdy mnie już
nie zobaczyć czy usłyszeć One Direction i mnie zobaczyć?
- Pewnie, że wolałabym cię zobaczyć… Ale co, że tak
powiem, ominęliście? Mieliście coś w tym czasie, kiedy Nathalie i ja miałyśmy
wypadek?
- Tak. Mieliśmy spotkanie. Ja, Liam, Louis, Niall, Zayn,
Paul i Simon. No bez Louis’a.
- Fajnie. Ale wolałeś przyjechać tu, do mnie, do osoby
której nie znasz niż zostawić mnie na pastwę losu? – to pytanie było
trudniejsze, ale odpowiedź znalazłam w jego oczach. Wolał karierę zestawić na
drugi plan, a mnie dać na pierwszy. To takie słodkie…
- Pewnie, że przyjechać do ciebie.
- Witaj Kath. – wyszedł Niall z Nath. – W końcu się
obudziłaś. Czekaliśmy tyle czasu.
- Niall! – prawie upadła na co ja tylko lekko się
zaśmiałam.
- Mam cię! – złapał ją. – Ale wiesz, że lekarz
powiedział, że macie nie wstawać?
- Serio? – zapytałam zdziwiona. - Nie wiedziałam, bo
nic mi Styles nie powiedział. Pewnie dlatego, że nie wiedział.
- Tak. Harry, przecież mówiła ci pielęgniarka, kiedy
tu wchodziła. – upomniał.
- Ale jak? – czekał na odpowiedni argument od
Horana. – Była i nic mi nie mówiła?
- Jeju… Harry… Była po to tutaj, aby ci to
powiedzieć.
- Ale co powiedzieć? – był nieogarnięty. Nie
wiedział co ma powiedzieć.
- Styles! Skup się! – krzyknęłam na całą salę. –
Niall, kontynuuj.
- Ok… Chodzi mi o to, że ty nie słuchałeś.
- Niall… Muszę do toalety. Chodź ze mną. Zaniesiesz
mnie, bo ja nie mogę. – odrzekła moja kochana Nathalie.
- Spoko… My za chwilę wracamy. Kath, rzucisz mi ten koc? –
pokiwałam głową. Harry rzucił koc Niall’owi. Ten nim przykrył dziewczynę, po
czym wyszli.
- Naprawdę mnie kochasz? – zapytałam zupełnie poważnie.
- Tak... – jakby bał się mojego odrzucenia. – Nigdy się
nie spotkaliśmy, żeby się poznać, ale z tego co mi opowiadał Louis, to tak.
- Harry… Bo ja…
- Wiem, co teraz powiesz… że mam wyjść i nigdy nie
wracać.
- Nie Harry… - złapałam go za rękę. - Bo ja… Też cię
kocham… - wpił się w moje usta. Nie chciałam, aby ktokolwiek nam przerwał w tym
momencie. Nie chciałam, aby ta chwila się skończyła. Niech trwa wiecznie…
‘OCZAMI NATHALIE‘
- Niall, zimno mi… - powiedziałam, na co on tylko mnie objął
i przytulił.
- Teraz też? – popatrzyłam na niego jak zbity
szczeniaczek. – Czyli mam rozumieć, że nie jest ci ciepło?
- Mhm… - okrył mnie kocem, który trzymał w ręku. Wtuliłam
się bardziej w niego. Było mi cieplej i… Bezpieczniej… Sama nie wiem dlaczego.
Ale mam pewną teorię. Tsa… Ja mam teorię, błagam was ludzie!
- Czyli teraz mam rozumieć, że jest ci cieplej, wygodniej,
bezpieczniej? – czy on właśnie mi to przyznał? Raczej tak, bo słyszałam to na
własne uszy.
- Tak…
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? – znowu
poważne pytanie.
- A ty wierzysz? – nie wiem czy staliśmy czy szliśmy.
Raczej to pierwsze. Chyba się w nim zakochałam.
- Wierzę… - po tym słowie zamknęłam oczy, a my się
pocałowaliśmy. Trwaliśmy tak przez jakieś kilka minut. Czas dla mnie się
przestał liczyć. W tamtej chwili liczył się on i ja. Nic więcej…
- Przepraszam… Nie powinniśmy tego robić… - przeprosiłam
go, chociaż nie wiem za co. Podobało mi się.
‘OCZAMI KATHERINE‘
Pocałowaliśmy się. Ja i Harry Styles z One Direction,
który może mieć każdą dziewczynę.
- Kath… Czy ty…
- Tak Harry. Mów. Nie bój się… - na jego twarzy pojawiły
się łzy. Nie wiem czy smutku czy szczęścia. Wziął moją twarz w swoje ręce i pocałował
mnie delikatnie w czoło.
- Zanim się obudziłaś, lekarz tutaj przyszedł aby pokazać
wyniki twoich badań. Jak się okazało… Musisz przejść jakieś dwie operacje… -
popatrzył na mnie przepraszającymi oczami. Rozpłakałam się jak małe dziecko.
- Ale jak dwie? O co chodzi? – przytulił mnie. Wtuliłam
się w jego tors. Nie chciałam tego usłyszeć, ale no… Trudno…
- Tak lekarz mi mówił. Pójdę lepiej do lekarza się spytać
o szczegóły. – puścił mnie i wyszedł z sali. Położyłam się na łóżku i zaczęłam
ryczeć w poduszkę. Z korytarza przyszedł Zayn. Usiadł obok mnie i mnie
przytulił. Chyba wiedział co czuję… Ten ból… Ta myśl, że mogę już nigdy nie
zobaczę Harry’ego, Nathalie, chłopców, One Direction, świata… Te cholerne myśli
nie pozwalały mi dojść do siebie. Cały czas myślałam tylko o tym.
- Katherine… - zaczął, ale mu przerwałam w pół słowa.
- Idź sobie! Chcę zostać sama! – krzyczałam na cały swój
głos. W zamian on nie odszedł, tylko został ze mną.
- Nigdzie nie pójdę… Nie mogę zostawić ciebie tu samą i w
takim stanie.
- Nie rozumiesz?! Wyjdź mi stąd!
- Nigdzie się stąd nie ruszę…
---------------------------------------------------------------
Wiem, że skończyłam go pisać w takim momencie, no ale mówi się trudno.
2 kom - następny :> //Kath







