`OCZAMI NATHALIE`
Hej, jestem Nathalie. Mam 18 lat. Mieszkam szczęśliwa ze swoją rodziną w Londynie. Mama ma na imię Dominique, tata to Des, Emma to moja siostra i Louis, mój brat. Tak, ten Louis z One Direction. Nigdy nie miałam możliwości poznania Niall'a, Liam'a, Zayn'a czy Harry'ego. Brat zapraszał ich do domu akurat wtedy, kiedy mnie nie było w mieszkaniu czy w mieście. Jestem ciekawa dlaczego. Z resztą nieważne. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół do kuchni.
- Cześć... Co na śniadanie? - podrapałam się po głowie i przetarłam oczy, po czym lekko ziewnęłam.
- Hej. Bułki z serem żółtym i herbata. - odpowiedział na moje pytanie Louis.
- Dziękuję. Idę, papa! - pomachałam wszystkim, czyli samemu Lou. Poszłam z powrotem do swojego pokoju.
`Oczami Katherine`
Obudziłam się. Nocowałam u Nath, mojej najlepszej przyjaciółki. Weszła do pokoju, kiedy zamknęłam oczy. Nie udało mi się udawać, że śpię. Wykryła to od razu. Przykryłam głowę kołdrą.
- Wiem, że nie śpisz. - ściągnęła ją ze mnie. - Nie udawaj.
- Sorki. Dzień dobry, tak na przywitanie. - usiadłam po turecku na łóżku.
- Wiem, wiem. - postawiła talerz na biurku i uśmiechnęła się szeroko do mnie. – Dzisiaj jest specjalny dzień!
- No tak. – odwzajemniłam uśmiech. Ruszyłam ręką po kanapkę.
- A wiesz może dlaczego?
- Tak. Idziemy na zakupy! – uścisk. – Masz kasę?? – nagle mi się o tym przypomniało. Jasne, że ma, ja też mam. Nie byłam pewna o jakie zakupy jej chodziło. Chciałam, aby ten dzień był inny niż wszystkie inne. Nasze comiesięczne zakupy. Kochałam takie dni. Tylko Nathalie i Katherine, czyli ja. Podeszłam do szafy, gdzie miałam swoje rzeczy. Wyjęłam białą bokserkę z napisem „I <3 Bananas”, jeansowe spodenki, do tego koszula rozpinana w kratę i czarne, przed kostkę, Conversy. Ona natomiast założyła na siebie białe legginsy i różowa, neonowa, bokserka. Jeszcze wzięła białe Vansy.
- Gotowa? – zapytałam ją. – Nie, czekaj, jeszcze makijaż! – pobiegłam do łazienki. Chwyciłam tusz i błyszczyk do ręki. Pomalowałam oczy i musnęłam usta. Kątem oka patrzyłam na przyjaciółkę. Szukała swoich kosmetyków. – Hej, Nath! Masz mascarę i błyszczyk! – rzuciłam jej na łóżko. W tym momencie zawitał do nas Louis, robiąc przy tym zdziwioną minę.
- A co wy tu robicie? – wypalił zdziwiony.
- Makijaż? – odparła pytająco. – Nie widać? Zaraz idziemy na zakupy. – podeszła do niego. – Potrzebujemy trochę gotówki. Dasz??
- Prosimy… - obie zrobiłyśmy słodkie oczka do chłopaka.
- Ile dolarów potrzebujecie? – wyjął z kieszeni jakieś trzydzieści dolców. Za mało jak na dwie osoby. Po piętnaście na jedną? Nie no… - Chodźcie za mną. – podążyliśmy do salonu. Wyjął jakąś książkę i przewertował ją. Był skupiony. Byłyśmy już nieco spóźnione na autobus do centrum Londynu, jakieś piętnaście minut. Z tego co wiem, nie znalazł pieniędzy. Ale za to miałyśmy swoje sztuczki, no i jeszcze do tego… Każda miała na wszelki wypadek po jednej karcie kredytowej i jednej debetowej.
- Masz, czy nie masz? – zapytała Nath z nutką nadziei w głosie w tym samym czasie przymilając się.
- Nie mam. Sorry dziewczyny, ale nie pójdziecie dzisiaj na swoje comiesięczne zakupy. – odparł stanowczo. Tego nie chciałyśmy usłyszeć. Ale spoko… Jakoś sobie poradziłyśmy.
- No to trudno… Idziemy, Kath? – zapytała mnie
- Pewnie, chodźmy! – złapałam ją za przedramię i wyszłyśmy z domu na przystanek autobusowy.
Sprawdziłyśmy rozkład jazdy i niestety nie było żadnego autobusu w przeciągu kilku godzin. Dlaczego? Zawsze były, a teraz nie ma. No nic. Usiadłam na ławce, a obok mnie zajęła miejsce Nathalie. Odetchnęłyśmy. Szłyśmy kilkadziesiąt metrów, a już byłyśmy lekko zmęczone.
- Serio? Nie ma żadnych autobusów?! – krzyknęłam zdenerwowana. - I co my teraz zrobimy?!
- Najwyraźniej na pieszo musimy iść te kilka kilometrów. – nie no, spoko. Nie dość, że Lou nie miał kasy, to nawet bus nam odjechał sprzed nosa. No może, aż tak dosłownie… Ok. Szłyśmy przez jakieś pół godziny do centrum handlowego. Wiele fanek pytało się jak jest z Louis’em i dlaczego nie ma go teraz z nami. Nie chciało nam się odpowiadać, ale to fanki. Poszło by nam znacznie szybciej, ale wstąpiłyśmy do sklepu po jakieś picie. Ja kupiłam colę, a Nath – 7Up. Szłyśmy jak pijane. No prawie… Nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. Po skończonym napoju, radosnym krokiem przeszłyśmy próg Riviery. Najpierw weszłyśmy do H&M, gdzie kupiłam sobie fajną bluzkę i koszulę. Nathalie w H&M’ie nic nie kupiła, ale za to w Croop’ie tak. Wydałayśmy nawet nie wiem ile. Nie odwiedziłyśmy tylko dwóch sklepów, chyba całą Rivierę zwiedziłyśmy.
- Masz telefon? – nagle mi się o tym przypomniało. Taa wtedy, kiedy trzeba zaraz wracać do domu.
- O kurde! Zapomniałam! – walnęła się w czoło ręką. – Auu, bolało… Ok, nieważne. Chodź, idziemy coś zjeść. Jestem głodna. Ty pewnie też jesteś głodna. – pociągnęła mnie za rękę w stronę restauracji „The Rich”.
- Nie jestem… - burczało mi w brzuchu. Co innego głowa myśli, a co innego język mówi.
- Nie ma mowy! Słyszałam jak ci w brzuchu burczało w Gattcie. - Zajęłyśmy miejsca przy ścianie. Chwilę potem podszedł do nas kelner, aby zebrać zamówienia.
- Panie coś zamawiają? – zwrócił się do nas młody chłopak, który był kelnerem. Uśmiechnęłyśmy się lekko. Palcem przejechałam menu i wybrałam lody czekoladowe.
- Ja poproszę lody czekoladowe. – oznajmiłam. On natomiast zapisał moje zamówienie w notesie i popatrzył na Nathalie. Oczekiwał od niej zamówienia.
- Ja w takim razie też poproszę lody, ale waniliowe. – wskazała palcem na karcie. Zapisał i poszedł. Na plakietce miał napisane imię, które udało mi się rozszyfrować jako Liam. Był bardzo podobny do Liam’a z One Direction, ale pewnie musiało mi się tylko przewidzieć.
- Nath… Czy ty też to widziałaś? Na plakietce było napisane „Liam”.
- Ale… Jak? – popatrzyła na mnie zdziwiona moimi myślami i wypowiedziami.
- Na tak. Było wyraźnie „Liam”. A poza tym, jest bardzo podobny do tego Liam’a z One Direction. Wyglądają jak dwie krople wody. – w tym czasie przyniósł nam lody. Podziękowałyśmy mu i wrócił za ladę. Zauważyłam, że Nathalie bardzo się mu przyglądała. Z uwagą studiowała każdy jego milimetr. Znaki szczególne, pomyślałam.
- No masz rację. Wyglądają tak samo, mają taki sam głos, kiedy coś mówią. I tak ładnie akcentują „u”. – chyba skończyła przyglądanie. Zjadłam ze smakiem lody.
- Jedz te lody i idziemy. – popędzałam przyjaciółkę, po czym szepnęłam cicho jej do ucha, żeby szybko jej jadła, bo muszę do toalety.
- Ok, już. – zjadła ostatnią łyżeczkę i wyszłyśmy z „The Rich”. Usiadłyśmy przy fontannie i rozmawiałyśmy o zakupach.
- No i co? Mówiłam, że to jest Liam Payne? – zaczęłam znowu ten sam temat rozmowy, czyli One Direction i ch członkowie.
- Miałaś rację. W sumie to mógł być on, bo przecież może pracować w restauracji czy coś.
- Hehe… Idziemy?
- Na zakupy czy do domu? – zapytała z nutką nadziei, że powiem „do domu”. Tak było. Chciałam iść do domu. Był wielki zegar na środku sufitu, który pokazywał godzinę 15:48. Od razu pomyślałam, co na nasze długie zakupy powie Louis.
- Pewnie, że do domu. – wstałyśmy i poszłyśmy w stronę głównego wyjścia. Tak szczerze, miałam dość zakupów na kilka dni albo tygodni. Nogi mnie strasznie bolały. Nie miałyśmy telefonu, więc nie było sposobu na połączenie z Lou. Na przystanek, to było jedyne co mi przyszło do głowy po wdechu świeżego powietrza. Miałam nadzieję, że jednak jakiś autobus będzie. Szturchnęłam lekko koleżankę i poszłyśmy.
`OCZAMI NATHALIE`
Kątem oka widziałam fanki, które chyba do nas biegły. Strach przed kamerami, czy paparazzi? Już sama nie wiem co jest gorsze. Cykanie aparatami, było strasznie wkurzające.
- Kath! W nogi! – krzyknęłam i zaczęłyśmy biec z całej siły. Niewiele miałyśmy siły, ale i tak chciałyśmy dać z siebie wszystko.
`OCZAMI LOUIS’A`
Jechałem na spotkanie z Paul’em, Simon’em i chłopakami do centrum, gdy nagle widziałem jakieś dwie dziewczyny, chowające się przez fankami i paparazzi. Pomyślałem, że to mogą być moja siostra i Katherine. Zawróciłem i podjechałem pod Rivierę? Tak, to były one. Jednak, nie wychodziłem z samochodu, żeby się nie ujawnić, że tu jestem. Usłyszałem pisk przerażenia dwóch najbliższych mi osób i dalej nic. Chyba uciekły. Miałem taką nadzieję. Napisałem sms’a do Niall’a, że się trochę spóźnię, bo są korki na drodze. Odpaliłem auto i pojechałem za nimi.
`OCZAMI KATHERINE`
Biegłyśmy przed siebie dobre kilkadziesiąt metrów. Usłyszałyśmy tylko głośny klakson jakiegoś samochodu dalej już nic nie pamiętam…
Trochę krótki, ale dwójka będzie dłuższa :)
2 KOM - NASTĘPNY //Kath
Kom - Katy :> xd
OdpowiedzUsuńhehe :> :> może być taki komentarz :)
UsuńSory za wcześniejszy brak komentarzy, ale byłam zajęta pisaniem piątego rozdziału (w sumie to nadal jestem, ale już kończę i znalazłam tajma by napisać koma) Rozdział jak zwykle cudowny, mimo że przeczytałam go chyba z czterdzieści (może mniej) razy.
UsuńSory za spamik, ale przy okazji zapraszam do mnie: http://nathyblues.blogspot.com/
//Nathalie Blues
Sory za wcześniejszy brak komentarzy, ale byłam zajęta pisaniem piątego rozdziału (w sumie to nadal jestem, ale już kończę i znalazłam tajma by napisać koma) Rozdział jak zwykle cudowny, mimo że przeczytałam go chyba z czterdzieści (może mniej) razy.
OdpowiedzUsuńSory za spamik, ale przy okazji zapraszam do mnie: http://nathyblues.blogspot.com/
//Nathalie Blues
spx :>
Usuń