środa, 5 lutego 2014

Informacja.

Skoro nikt nie komentuje moich postów, jestem zmuszona zawiesić Bloga. Chcecie abym go zawiesiła? Ja nie chcę tego robić, ale nie mam innego wyjścia... //Kath

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 6 :)

Hejoo :)
Pisałam do Was przedwczoraj, w urodziny Hazzy ♥ ♥ ♥

Oto i napisałam szóstkę :)

-------------------------------------------------------------------------------------


`OCZAMI HARRY’EGO`

- Harry, my tak naprawdę byliśmy w szpitalu. Do Zayn’a zadzwonił jakiś Max Gilbert. Przedstawił się jako lekarz. – co?! I według nich to był wypad na miasto? – No i oto masz dowód… - w tym czasie ktoś zapukał do moich drzwi, które Liam zamknął kiedy do mnie wszedł.

- Proszę… - powiedziałem zdziwiony. – Cień padał tak, że ta osoba wyglądała na szczupłą dziewczynę. I tak było. W progu stanęła dziewczyna. Miała spuszczoną głowę, przez co nie mogłem poznać, kim ona jest. Przypominała mi kogoś.

- Harry, co jest? Nie poznajesz jej?

- Nie. A powinienem? – zrobiłem do niego minę „wtf?”.

- No raczej… - podszedł do niej i objął ją ramieniem. – Przedstaw się i opowiedz coś o sobie.

- Jestem Katherine Vlues, mam 18 lat. Uwielbiam One Direction i jestem Direcitonerką. Zakochana w Hazzie… Trzy dni temu Harry był moim chłopakiem. – doznałem szoku.

- Podnieś głowę do góry… - podszedłem do Katherine. Wziąłem jej podbródek i uniosłem ku górze. Spojrzała na mnie swoimi zielonymi, pięknymi, zapłakanymi oczami. Od razu uśmiech zagościł na jej twarzy. – Kath?

- Harry. – wtuliła się we mnie i płakała. Stałem w jednej pozie przez kilka sekund. Po chwili do mnie dotarło, że to jest prawdziwa Kath. Moja, nikogo innego, tylko moja.

- Kath? Wróciłaś? Jak?

- Był inny dawca, ale nie chcę o tym teraz mówić. Doktor Gilbert powiedział mi, że ty chciałeś zostać tym dawcą. Czy to prawda?

- Tak… Chciałem. Ale i Nath mnie przekonała, żebym tego nie robił. Jak mi kiedyś mówiłaś, czyli jakieś trzy czy cztery dni temu, jestem dla ciebie wszystkim.

- Prawda… A czy ja jestem dla ciebie wszystkim?

- Tak… Kocham cię, wiesz?

- Ja ciebie też kocham.

- Mogę cię o coś zapytać? – popatrzył na mnie z góry, mimo tego, że był wyższy o kilkanaście centymetrów. Pokiwałam głową na znak zgody. – Jak to się stało, że teraz tu jesteś i cię przytulam?

- Ponieważ znalazł się dawca serca wczoraj rano i cały wczorajszy dzień byłam na sali operacyjnej. Mam serce zmarłego sześciolatka, który zginął tragicznie w wypadku. A ty jak wytrzymałeś beze mnie?

- Odkąd mi powiedziałaś „Nie pozwól mi umrzeć…” płakałem całe dnie i noce. Teraz niedawno udało mi się od kilku dni usnąć.

- Ekhm. Ja też tu jestem. – chrząknął głośno Liam.

`OCZAMI KATHERINE`

Kiedy Liam po mnie przyjechał z chłopakami byłam szczęśliwa. Ale nie widziałam Harry’ego, co mnie jednocześnie rozczarowało.

- Wiemy, że jesteś. – powiedział Hazza, na co ja się zaśmiałam lekko. – A czy ty, Liam’ie, nie powinieneś iść na dół?

- Z jednej strony chciałbym z wami pobyć, a z drugiej wolałbym jednak iść na dół do Nath i chłopaków.

- To idź. Skoro… - moją wypowiedź przerwało wołanie prawdopodobnie Zayn’a.

- Liam! Zejdź na dół! Musimy coś obgadać! – krzyczał DJ Malik. – Marsz mi na dół!

- Nie, nie idę! – odkrzyknął do chłopaka. – ja i Harry popatrzeliśmy na siebie znacząco po czym razem powiedzieliśmy:

- Wynocha.

- Już idę. Nie krzyczcie. – poszedł za drzwi. Zakluczyłam je od środka. Harry złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.

- Hazz? Wiem o czym myślisz. Ja się na to nie zgadzam…

- Czemu? Co ja? Zawsze ja jestem winny. – obraził się na mnie. – Ale o czym mówisz?

- Nie zgadzam się na 69 z tobą…

- Aaaa… Czyli to o to chodziło… Serio? Nie lubię cię. Foch.

- Harry… Idę, papa.

- Nie idź. Ale dlaczego nie chcesz?

- Boję się… - powiedziałam zupełnie poważnie.

- Czemu? Opowiedz… Pamiętaj, mi możesz ufać.

- Bo… - po moich policzkach zaczęły spływać łzy. – Bo jak byłam mała, znaczy mniejsza, zostałam zgwałcona… Dlatego nie chcę o tym mówić, a tym bardziej jeszcze to robić…

- Współczuję… Znam ten ból… - zdziwiłam się. Czy on też miał to samo co ja? To niemożliwe…

`OCZAMI NATHALIE`

Leżałam na łóżku wtulona z swojego chłopaka, Niall’a i oglądaliśmy film w telewizji. Na początku myślałam, że to jest tylko moim snem, z którego za chwilę się obudzę. Uszczypnęłam się, aby to sprawdzić. Po kilku sekundach poczuła, że jednak to jest rzeczywistość. Piękny sen, z którego nie chcę się nigdy obudzić.

-Nath, śpisz? – zapytał.

- Co? Nie, nie śpię. Ale zaraz idę się umyć i spać. – odparłam i popatrzyłam w jego niebieskie, boskie tęczówki.

- Kocham cię. – z jego ust usłyszałam dwa najpiękniejsze słowa.

- Też cię kocham, Niall… - objął mnie trochę mocniej, przy czym ja też się mocniej wtuliłam w jego koszulkę. – Nigdzie teraz mi nie uciekniesz. – Wiesz co?

- Co? – zapytał zaciekawiony.

- Nigdy nie sądziłam, że moje największe marzenie spełni się przez jeden wypadek. Samochodowy, fakt.

- Czemu? Jakie marzenie?

- Ty byłeś, jesteś i zawsze będziesz moim marzeniem… Teraz moim marzeniem jest w przyszłości zostać Mrs. Horan.

- A skąd wiesz, że nie będziesz?

- A będę? – wypaliłam po minucie ciszy.

- Może będziesz… Kocham cię.

- Niall?

- Tak?

- Mamy noc, prawie północ, jak myślisz, co może robić Harry z Kath?

- 69? Zgaduję…

- Nie. W to wątpię.

- Dlaczego wątpisz?

- Ponieważ Kath kilka lat temu została zgwałcona i się po prostu boi.

- Czego się boi? Opowiedz. Chcę wiedzieć.

- Tego, że chłopak zostawi ją w ciąży i będzie zdana sama na siebie. A poza tym, ma z tym złe wspomnienia.

- Szczerze Nath?

- Tak.

- Ja bym nigdy tak nie zrobił… Nawet gdybyś była ze mną w ciąży. Za co mnie pokochałaś? – no to nam się wzięło na wyznania

- Masz słodkie niebiskie oczy, uroczy uśmiech. Ślicznie śpiewasz. Każde słowo wypowiedziane przez ciebie na zawsze pozostanie mi w głowie. Kocham cię nie tylko dlatego, że jesteś sławny i bogaty, tylko dlatego, że znam prawdziwego ciebie. A poza tym, kocham cię.

- Widzisz… ja ciebie kocham bardziej…

- Dobra, a tobie co się we mnie podoba, co się zakochałeś?

- Uwaga. Będę teraz wymieniał… - wstał z łóżka, puszczając mnie tym samym i włączył wolny podkład muzyczny. Podał mi rękę. Przyjęłam ją i też wstałam z siedzenia. Objął mnie i zaczął mówić: - „Chcę się z tobą bawić w chowanego i dawać ci swoje ubrania i mówić ci że podobają mi się twoje buty i siedzieć na schodach kiedy bierzesz prysznic i masować ci szyję i całować ci stopy i trzymać cię za rękę i wychodzić razem żeby coś zjeść i nie obrażać się kiedy mi wyjadasz z talerza i spotykać się w barze i rozmawiać o tym jak minął dzień i przepisywać na maszynie twoje listy i przenosić twoje pudła i śmiać się z twoich wariactw i dawać ci taśmy których nie słuchasz i oglądać wspaniałe filmy i oglądać głupie filmy i narzekać na programy radiowe i robić ci zdjęcia kiedy śpisz i wstawać żeby przynieść ci kawę i bułeczki i drożdżówki i chodzić do Florenta na kawę o północy i nic sobie nie robić kiedy podkradasz mi papierosy i nigdy nie masz zapałek i opowiadać ci program telewizyjny który widziałem poprzedniego wieczora i zabierać cię do okulisty i nie śmiać się z twoich dowcipów i pragnąć cię wczesnym rankiem ale nie budzić cię żebyś mogła sobie jeszcze pospać i całować twoje plecy i głaskać twoją skórę i mówić jak bardzo kocham twoje włosy twoje oczy twoje usta twoją szyję twoje piersi twoje pośladki i siedzieć na schodkach paląc papierosa dopóki twój sąsiad nie wróci do domu i siedzieć na schodkach paląc papierosa dopóki ty nie wrócisz do domu i martwić się kiedy się spóźniasz i dziwić się kiedy jesteś wcześniej i dawać ci słoneczniki i chodzić na twoje przyjęcia i tańczyć do upadłego i przepraszać kiedy nie mam racji i cieszyć się kiedy mi przebaczasz i oglądać twoje fotografie i żałować że nie znam cię od zawsze i mieć w uszach twój głos i czuć dotyk twojej skóry i wpadać w panikę kiedy jesteś zła i jedno twoje oko staje się czerwone a drugie niebieskie włosy opadają ci na lewą stronę a twarz ma orientalne rysy i mówić ci że jesteś wspaniała i tulić cię kiedy się boisz i obejmować cię kiedy ktoś cię zrani i chcieć cię kiedy poczuję twój zapach i obrażać cię dotykiem i kwilić jak dziecko kiedy jestem obok i kiedy jestem daleko i ślinić twoje piersi i pieścić cię w nocy i marznąć kiedy zabierasz cały koc i dusić się z gorąca kiedy go nie zabierasz i wpadać w zachwyt kiedy się uśmiechasz i rozpływać się ze szczęścia kiedy się śmiejesz i za nic nie rozumieć dlaczego myślisz, że cię odrzucam i dziwić się jak coś takiego mogło przyjść ci do głowy i zastanawiać się kim jesteś naprawdę ale i tak cię akceptować i opowiadać historię o zaczarowanym w anioła leśnym chłopcu, który z miłości do ciebie przeleciał ocean i pisać dla ciebie wiersze i zastanawiać się dlaczego mi nie wierzysz i odczuwać uczucia tak głębokie że brak słów żeby je wyrazić i chcieć kupić ci małego kotka, o którego będę zazdrosny bo będziesz poświęcać mu więcej uwagi niż mnie i zatrzymywać cię w łóżku kiedy musisz wyjść i płakać jak dziecko kiedy w końcu sobie pójdziesz i tępić karaluchy i kupować ci prezenty których nie chcesz i odnosić je do sklepu i wciąż na nowo prosić cię o rękę, mimo że odmawiasz mi już któryś raz ponieważ ci się wydaje że mina tym nie zależy chociaż zależy mi bardzo od kiedy zrobiłem to pierwszy raz i potem włóczyłem się po mieście które wydawało się puste bez ciebie i chcieć tego czego ty chcesz i wiedzieć że zatraciłem się cały i mimo to wiedzieć że przy tobie jestem bezpieczny i opowiadać ci o sobie najgorsze rzeczy i dawać ci to co we mnie najlepsze bo jesteś tego warta i odpowiadać na twoje pytania chociaż wolałbym tego nie robić i mówić ci prawdę kiedy wcale tego nie chcę i zachowywać się uczciwie dlatego że wiem że sobie tego życzysz i gdy myślę że wszystko skończone czepiać się ciebie przez króciutkie dziesięć minut zanim na dobre wyrzucisz mnie ze swojego życia i zapomnieć kim jestem i próbować być bliżej bo pięknie jest uczyć się ciebie i warto zrobić ten wysiłek i mówić do ciebie źle po niemiecku i jeszcze gorzej po hebrajsku i kochać się z tobą o trzeciej nad ranem i jakimś cudem opowiedzieć ci chociaż trochę o nieprzepartej dozgonnej przemożnej bezwarunkowej wszechogarniającej rozpierającej serce wzbogacającej umysł ciągłej wiecznotrwałej miłości jaką do ciebie czuję.”*

- Niall… - płakałam ze szczęścia.

- Czemu płaczesz? – ujął moją twarz w swoje dłonie i popatrzył mi głęboko w oczy.

- Bo… Bo ja nigdy nie słyszałam czegoś równie pięknego… Nikomu jeszcze tak bardzo na mnie zależało...

- A Katherine i Louis? Przecież im tez na tobie bardzo zależy.

- Ale mi nie o to chodzi… - otarł mi łzy kciukiem z obu policzków i przytulił mnie mocno do siebie.

`OCZAMI KATHERINE`

- Forever young, I wanna be forever young… Do you really want to live forever, forever, forever young… - moje oko uroniło jedną, pojedynczą łzę.

- To było ślicznie, Harry.

- To było dla ciebie… Chciałem ci to zaśpiewać, ale nie mogłem, bo wiesz…

- Dziękuję. – rozpłakałam się ze szczęścia i rzuciłam się Harry’emu na szyję.

`KILKA MINUT PÓŹNIEJ, Oczami Katherine`

- Jak myślisz, co robią teraz Nath i Niall? – zapytał mnie, tym samym wyrywając moje myśli z odległych, nierealnych marzeń.

- Co? A… Nie wiem. Właśnie. A oni o nas wiedzą? No, że jestem twoją dziewczyną.

- Nie… Znaczy chyba nie… Zaraz, nie powiedziałem nikomu o tym.

- A mówiłeś cokolwiek?

- Powiedziałem po tym jak „umarłaś”, że cię kochałem nie jak swoje inne dziewczyny, tylko tak na serio.

- Ale wiedzieli o nas? Nieważne, zresztą, powiemy im dzisiaj. Wiesz co?

- Co?

- Chodźmy do Nath i Niall’a.

- Ok. – objął mnie i poszliśmy w stronę pokoju blondyna.

-----------------------------------------------------------------------------

Next - jak napiszę ☻▬☻

#katy #nath - proszę skomentować :) xd //Kath

sobota, 1 lutego 2014

Coś na temat komentarzy...

Drogi Czytelniku mojego Bloga!
Jeśli czytasz, proszę, skomentuj. Chciałabym wiedzieć czy ktoś w ogóle go czyta.

Nathalie i Katherine (Katy) Nie Liczą Się Do Tych Osób. //Kath

Rozdział 5 ;)

Długo przez Was wyczekiwany :)
No... Wczoraj o 17:00, czasu polskiego była premiera teledysku "Midnight Memories". Odliczanie jak na Nowy rok ♥♥♥

Oto i Piątka...:

-----------------------------------------------------------------------------


- No więc. Chodzi o pannę Katherine Vlues. Pańską dziewczynę. – powiedział. – Chodzi o to, że Kath zapadła w śpiączkę farmakologiczną. Nie umarła, ale żyje, tylko tyle, że jej serce nie bije, a puls jest niewyczuwalny. Jedynym sposobem na uratowanie jej życia to tylko przeszczep serca. Ale, ponieważ panna Katherine, ma bardzo rzadką grupę krwi, ABRh-, to jest praktycznie niemożliwe.

- Ale jak?! Wczoraj nie żyła! Maszyna zrobiła długie „pip”, co oznacza, że człowiek umarł! Ale zaraz… Grupa ABRh-?

- Tak, ABRh-. To jest najrzadsza grupa krwi na świecie. Według statystyk, grupę ABRh- posiada tylko kilka osób. Przypuszcza się na około 10-15. W tym oczywiście jest panna Katherine.

- Ja chyba też mam ABRh-…

- Możemy zrobić panu badania. – wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do sali badań. Lekarz zawołał pielęgniarkę, która miała mi zrobić badanie krwi.

- Zapraszam. – powiedziała i się uśmiechnęła do mnie. Czy bolało, nie wiem. Nie pamiętam. Wpięła mi coś w żyłę i notowała. Ja cały czas wyglądałem przez okno. – Ok. Koniec. – wyjęła wenflon z ręki i przycisnęła wacikiem miejsce, w którym była krew pobierana.

- Dziękuję, kiedy będą wyniki?

- Wyniki powinny być za kilkanaście minut. Od 10 do 15. Proszę cierpliwie poczekać.

- Dobrze. – odpowiedziałem i usiadłem na ławce pod ścianą. – Nie denerwuj się, nie denerwuj się. – powtarzałem sobie te słowa pod nosem. Ale to i tak nic nie dało.

`15 MINUT PÓŹNIEJ`

- Już są wyniki. – usłyszałem te słowa z ust kobiety.

- To dobrze. – byłem zdenerwowany. Bałem się, że nie mam ABRh-. Ale gdybym miał, bardzo chciałbym zostać dawcą.

- To są dobre wieści. – uśmiechnęła się. – Ma pan grupę ABRh-.

- Jak? – wziąłem od niej kartkę z wynikami. Nie mogłem w to uwierzyć. Nareszcie mogłem pokazać jak bardzo mi zależy na Katherine.

`OCZAMI NATHALIE`

Odkąd Harry poszedł do gabinetu, zaczęłam się bać. Słychać było krzyki, prawdopodobnie Hazzy. Miałam złe przeczucia dotyczące tej sprawy.

- Nie martw się. – szepnął mi do ucha Niall. Dziwne, on niezależnie od sytuacji, potrafił zachować spokój. Ja, zależy.

- Jak? – odszepnęłam.

- Chodź tu do mnie. – przytulił mnie do siebie.

- Niall… - z moich oczu popłynęło kilka łez. Objął mnie w talii.

`OCZAMI PERRIE`

Szłam po korytarzu z Katy, moją kuzynką. Do tego ciągle błądziłyśmy po różnorodnych salach. Nagle zobaczyłam płaczącą Nath, Niall’a, Liam’a, Zayn’a i Louis’a.

- Pezz, kto jest? – szepnęła mi na ucho i wskazała palem dziewczynę siedzącą obok blondyna.

- To jest Nathalie, Nath w skrócie, dziewczyna Niall’a. – odpowiedziałam na pytanie.

- Aha. Ale resztę znam.

- To dobrze.

- O, widzę Perrie i… jeszcze kogoś. – powiedział uśmiechnięty Zayn do Liam’a, który siedział obok niego. – Hej skarbie. – podszedł do mnie i objął w pasie, po czym pocałował lekko w usta.

- Hej Pezz! – krzyknęli wszyscy, oprócz Harry’ego i mojego chłopaka.

- Kto to jest? – Liam wskazał na dziewczynę stojącą obok mnie.

- A właśnie… Zapomniałabym. Chłopcy, i Nath, poznajcie Katy Bloodworth. To jest moja kuzynka, o której wam opowiadałam.

- Kiedy nam mówiłaś o Katy? – zdziwił się Liam.

- Znaczy… Chodziło mi o mojego Zayn’a, Nath i Niall’a. A wy nie widzieliście i nie słyszeliście o Katy. – zastanowiłam się przez chwilę. Moja mina była poważna. – A gdzie jest Harry?

- U lekarza. Chodzi o Katherine. – odpowiedział blondyn.

- Aha… Tak mi przykro z powodu Kath.

- Nie, jest w porządku… Jest dobrze. – pojawił się Harry.

- Witaj Perrie. – uścisnął mnie lekko. Kilka sekund później otarł łzy z policzków.

- Co jest? – zapytałam troskliwym głosem. – Wiem, że boli, ale za jakiś czas przestanie.

- Ale… Ja ją kochałem. I to tak szczerze! – zaczął krzyczeć. W końcu, czego nie robi się dla miłości.

- Harry… Uspokój się. Teraz tak twierdzisz. A może za na przykład pół roku okaże się, że jednak to było tylko zauroczenie… Przemyśl to.

- Ja nie potrafię…

- Potrafisz! – stanął przede mną naburmuszony i ciągle upierał się na swoim. Oczywiście, nie dałam za wygraną. Dziewczyny wcale nie są gorsze od chłopaków.

- Ale Perrie…

- Nie ma żadnego „ale”. – ciągnęłam stanowczo konwersację.

- To ty i Kath byliście razem? – wtrąciła Nathalie.

- Szczerze… Tak.

- Harry! Twoja dziewczyna nie żyje! Żyj dalej, a nie stój w miejscu! – porządnie krzyknęłam. Ale taka była prawda.

- Ok… - głos w tej rozmowie przejął Louis. – Może zakończmy ten temat. Harry’emu naprawdę jest ciężko. Nie mylmy się, ja jestem od rozwiązywania problemów i mi powiedział. Ale… No ludzie, nie męczcie go. Też zasługuje na chwilę „niepłakania”. Tak, faktem jest, że jest załamany. To tylko jedna noc, co i tak nie znaczy, że spał. No chodzi otóż, że nie spał.

- Popieram. – odezwał się Zayn. – Nie możemy tak dłużej…

- Mam już tego dość. Wychodzę… - wyszedł za drzwi.

`OCZAMI HARRY’EGO`

Wyszedłem, bo miałem dość tego gadania na temat mojej kochanej, niestety już byłej, dziewczyny Katherine. Podczas monologu Louis’a, poczułem się lekko urażony. No może nie lekko, ale bardzo. Po wyjściu na światło dzienne, właściwie wieczorne, jakim jest księżyc, udałem się do parku. Chciałem to wszystko przemyśleć w spokoju.

- Czemu by tu sobie nie dać wiecznego spokoju? – mówiłem sam do siebie, ponieważ park o tej porze był pusty. Nie było w nim nikogo oprócz mnie i kilku ptaków. – Ale zaraz… Skoro Kath potrzebuje przeszczepu serca, a ma grupę krwi ABRh-, czyli tą samą co ja, to znaczy, że mógłbym zostać dawcą i uratować jej życie.

- Harry! – z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Lou i Liam’a. – Nie ruszaj się.

- O co wam znowu chodzi?! – teraz to byłem wściekły.

- A tobie? Uciekasz, chociaż nam nie wyjaśniłeś sprawy z lekarzem.

- Błagam, chłopaki, znowu to samo?! Chcę zapomnieć, a wy mi to utrudniacie. – ciągnąłem w nieskończoność. Sam nawet nie wiem ile gadałem, ale doszedłem do wniosku, że zrobię tak jak mówiłem do siebie wcześniej. – Dzięki chłopcy, teraz wiem co robić! – znowu pobiegłem do szpitala. Dziwiłem się trochę, ponieważ właśnie chyba pobiłem swój rekord w biegach na kilometr.

- Harry? – zapytała zdziwiona Katy.

- Tak, a kto inny? – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. – Idę do lekarza.

- Po co? Styles, wracaj mi tu! Do cholery, powiedz, po co idziesz! – krzyknęła Pezz.

- Zaraz zobaczycie! – odszedłem. Delikatnie zapukałem do wielkich, dębowych drzwi. Usłyszałem ciche „proszę”. Wszedłem bez chwili wahania. – Dobry wieczór.

- Dobry wieczór. O, pan Styles. Co pana do mnie sprowadza?

- Bo jak pan doktor wcześniej mówił, ja i Katherine mamy tą samą grupę krwi, tj. ABRh-. No i jeszcze Katherine potrzebuje przeszczepu.

- Nie bardzo rozumiem o co panu chodzi.

- Chodzi mi o to, że chciałbym zostać dawcą. – powiedziałem stanowczo.

- Dobrze. Proszę tylko wypełnić ten formularz. – lekarz dał mi do ręki kartkę papieru. Zaznaczył długopisem miejsca, w których mam się podpisać. „Zaraz dam autograf”, zażartowałem, chociaż wiedziałem, że żarty nie są teraz na miejscu. Jednak, mimo zakazów chłopców i Perrie, chcę to zrobić. Chcę pokazać, że zależy mi na Kath, jak na nikim innym. Z nią było inaczej niż z innymi moimi dziewczynami. Ona mnie naprawdę zauroczyła i to właśnie w niej się zakochałem na zabój. Tylko dlaczego umarła? Tego nie wiedziałem. To pozostało dla mnie zagadką.

- Już, wypełnione. – oddałem arkusz panu West. Przy okazji, co to za nazwisko? Nieważne…

`DWA DNI PÓŹNIEJ, Oczami Harry’ego`

Nie powiedziałem chłopakom o tej decyzji. Nie mogli się zresztą dowiedzieć. Lekarz powiedział, że mam przyjść wieczorem, sam, do szpitala. Zabiorą mnie na salę operacyjną i przeprowadzą zabieg. Powiedziałem tylko samej Nath. To jej po Katherine ufałem najbardziej. Podeszła do mnie po kolacji.

- Harry, skoro ona cię tak kochała, to nie przemyślałeś jednego. – powiedziała.

- Czego nie przemyślałem? – zdziwiłem się.

- To, że tobie na niej tak bardzo zależy, a jej na tobie właśnie jeszcze bardziej.

- Błagam, Nath, do rzeczy. Nie rozumiem cię.

- Chodzi mi o to, że ja ciebie nie będzie, to ona może przecież nawet się poświęcić, umrzeć, dla ciebie.

- No… W sumie, to masz rację. O tym nie myślałem, co będzie kiedy zrobią to. Opowiedz mi o Katherine.

- No więc… - usiedliśmy na kanapie, Nath wyjęła album ze zdjęciami i oglądaliśmy. – Znamy się od dzieciństwa. Poznałyśmy się w przedszkolu. Czyli minęło 12 lat. Nie była hipsterką, ale nie byłą też aż taka grzeczna. W szkole zawsze siedziała cicho jak myszka pod miotłą. – popatrzyła na mnie. Pokazała palcem zdjęcie jej i Kath. Chciałem się rozpłakać jeszcze bardziej.

- Mów dalej… Coś jeszcze też mówiła, robiła?

- Nie raz mi opowiadała o tobie. Zielone oczy… To o nich mówiła najwięcej.

- Ale co mówiła? Chcę wiedzieć.

- Mówiła, że chciałaby się co rano budzić przy takiej osobie jak ty. – popatrzyła w moje oczy, zamknęła album i kontynuowała wypowiedź: - Mam do ciebie pytanie.

- Pytaj.

- Co mógłbyś dać Katherine tak od serca?

- Przeszczep… Dam jej szczęście, mimo, że mnie nie będzie…

- Ale, Harry, zastanów się nad tym poważnie. Jeden błąd i nie żyjesz. Ani ona ani ty. Co będzie z One Direction, twoją karierą, Directionerkami? Mną chociażby… A o chłopakach nie wspomnę. Dla całego świata jesteście numerem jeden. Rozważ się nad tym, co ci powiedziałam i do mnie przyjdź z odpowiedzią. – wstała i poszła do kuchni. Myślałem przez cały wieczór nad jej słowami. Nie rozumiałem czemu, miałbym tego nie zrobić. Tylko w ten sposób mogę pokazać, że mi na niej zależy…

`GODZINĘ PÓŹNIEJ, Oczami Harry’ego`

- Nath! Nath! – wpadłem do jej pokoju, który dzieliła razem z Niall’em. – Znam odpowiedź.

- No. Dawaj. – jej twarz przybrała poważną minę z lekkim uśmieszkiem.

- Zrobię to dla niej…

- Harry! Tyle czasu ci tłumaczyłam, że to głupota, a ty i tak swoje. – moje oczy się lekko zaszkliły. Nie widziałem ostro, więc przy odchodzeniu od Nathalie i Horanka, wchodziłem prawie we wszystko, co mi stało przez nogami.

- Dziękuję… - powiedziałem ironicznie i wyszedłem. – Dziękuję ci za to, że na mnie krzyczysz, i to jeszcze w czasie, kiedy mam załamanie i nie wiem co robić. – rozpłakałem się, poszedłem do swojego pokoju i zakluczyłem drzwi. Taką miałem ochotę się przytulić co osoby, która już nie żyje… Tak, chodziło mi o Kath… Leżąc na łóżku z jej zdjęciem i myśląc o sam nawet nie wiem czym, czułem jej obecność. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Louis’a, dobiegający z dołu.

- Harry! Jedziemy na miasto! Jedziesz z nami?! – krzyczał.

- Nie! Ja nigdzie nie jadę! – odkrzyknąłem i zakryłem twarz poduszką.

- Spoko! A kupić ci coś? Po drodze wejdziemy do sklepu. – stanął przy drzwiach do mojego pokoju. Jednak na to pytanie się nie odzywałem. – Jakbyś coś chciał, to dzwoń do Liam’a. Wiesz, że mam telefon w naprawie. – zasnąłem po jakimś czasie leżakowania. Śniła mi się Kath w białej sukni, z dużym brzuszkiem, z dwuletnią dziewczynką, którą prowadziła za rękę. Byliśmy w kościele. Miałem na sobie czarny garnitur i kwiatka w butonierce. Po jakimś czasie pojawił się ksiądz, wszyscy wstali. Kapłan powiedział: „Teraz oficjalnie jesteście Państwo Styles.” Wziąłem ją za rękę i pocałowaliśmy się. Na koniec wyszliśmy z kościoła, każdy nam gratulował. Nathalie w tym śnie przekazała mi wiadomość: „Wiedziałam, że kiedyś wam się uda.”. Ludzie zgromadzeni wokół nas krzyczeli „Styles” i bili brawo. Z tak pięknego snu obudził mnie Liam.

- Harry. Harry! – krzyknął, a ja otworzyłem oczy. Straciłem świadomość czegokolwiek.

- Pali się gdzieś, co się tak drzesz? – odpowiedziałem i wstałem z łóżka.

- Krzyczałeś podczas spania. Nie raz ci się już to zdarzało…

- Spoko… - podszedłem do lustra, mimo, że nie zależało mi na tym, jak wyglądałem. – Po co byliście na mieście?

- Harry, my tak naprawdę byliśmy w…
-----------------------------------------------------------------------------

Takie trochę krótkie... Pisałam długo, bo komp był w naprawie. Z kartki musiałam przepisać :)

NEXT - jak  napiszę ☻ //Kath