środa, 5 lutego 2014
Informacja.
Skoro nikt nie komentuje moich postów, jestem zmuszona zawiesić Bloga. Chcecie abym go zawiesiła? Ja nie chcę tego robić, ale nie mam innego wyjścia... //Kath
poniedziałek, 3 lutego 2014
Rozdział 6 :)
Hejoo :)
Pisałam do Was przedwczoraj, w urodziny Hazzy ♥ ♥ ♥
Oto i napisałam szóstkę :)
-------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------
Next - jak napiszę ☻▬☻
#katy #nath - proszę skomentować :) xd //Kath
Pisałam do Was przedwczoraj, w urodziny Hazzy ♥ ♥ ♥
Oto i napisałam szóstkę :)
-------------------------------------------------------------------------------------
`OCZAMI
HARRY’EGO`
- Harry, my
tak naprawdę byliśmy w szpitalu. Do Zayn’a zadzwonił jakiś Max Gilbert.
Przedstawił się jako lekarz. – co?! I według nich to był wypad na miasto? – No
i oto masz dowód… - w tym czasie ktoś zapukał do moich drzwi, które Liam zamknął
kiedy do mnie wszedł.
- Proszę… -
powiedziałem zdziwiony. – Cień padał tak, że ta osoba wyglądała na szczupłą dziewczynę.
I tak było. W progu stanęła dziewczyna. Miała spuszczoną głowę, przez co nie
mogłem poznać, kim ona jest. Przypominała mi kogoś.
- Harry, co
jest? Nie poznajesz jej?
- Nie. A
powinienem? – zrobiłem do niego minę „wtf?”.
- No raczej… -
podszedł do niej i objął ją ramieniem. – Przedstaw się i opowiedz coś o sobie.
- Jestem
Katherine Vlues, mam 18 lat. Uwielbiam One Direction i jestem Direcitonerką.
Zakochana w Hazzie… Trzy dni temu Harry był moim chłopakiem. – doznałem szoku.
- Podnieś
głowę do góry… - podszedłem do Katherine. Wziąłem jej podbródek i uniosłem ku
górze. Spojrzała na mnie swoimi zielonymi, pięknymi, zapłakanymi oczami. Od
razu uśmiech zagościł na jej twarzy. – Kath?
- Harry. –
wtuliła się we mnie i płakała. Stałem w jednej pozie przez kilka sekund. Po
chwili do mnie dotarło, że to jest prawdziwa Kath. Moja, nikogo innego, tylko
moja.
- Kath?
Wróciłaś? Jak?
- Był inny dawca,
ale nie chcę o tym teraz mówić. Doktor Gilbert powiedział mi, że ty chciałeś
zostać tym dawcą. Czy to prawda?
- Tak…
Chciałem. Ale i Nath mnie przekonała, żebym tego nie robił. Jak mi kiedyś
mówiłaś, czyli jakieś trzy czy cztery dni temu, jestem dla ciebie wszystkim.
- Prawda… A
czy ja jestem dla ciebie wszystkim?
- Tak… Kocham
cię, wiesz?
- Ja ciebie też
kocham.
- Mogę cię o
coś zapytać? – popatrzył na mnie z góry, mimo tego, że był wyższy o kilkanaście
centymetrów. Pokiwałam głową na znak zgody. – Jak to się stało, że teraz tu
jesteś i cię przytulam?
- Ponieważ
znalazł się dawca serca wczoraj rano i cały wczorajszy dzień byłam na sali
operacyjnej. Mam serce zmarłego sześciolatka, który zginął tragicznie w
wypadku. A ty jak wytrzymałeś beze mnie?
- Odkąd mi
powiedziałaś „Nie pozwól mi umrzeć…” płakałem całe dnie i noce. Teraz niedawno
udało mi się od kilku dni usnąć.
- Ekhm. Ja też
tu jestem. – chrząknął głośno Liam.
`OCZAMI
KATHERINE`
Kiedy Liam po
mnie przyjechał z chłopakami byłam szczęśliwa. Ale nie widziałam Harry’ego, co
mnie jednocześnie rozczarowało.
- Wiemy, że
jesteś. – powiedział Hazza, na co ja się zaśmiałam lekko. – A czy ty, Liam’ie,
nie powinieneś iść na dół?
- Z jednej
strony chciałbym z wami pobyć, a z drugiej wolałbym jednak iść na dół do Nath i
chłopaków.
- To idź.
Skoro… - moją wypowiedź przerwało wołanie prawdopodobnie Zayn’a.
- Liam! Zejdź
na dół! Musimy coś obgadać! – krzyczał DJ Malik. – Marsz mi na dół!
- Nie, nie idę!
– odkrzyknął do chłopaka. – ja i Harry popatrzeliśmy na siebie znacząco po czym
razem powiedzieliśmy:
- Wynocha.
- Już idę. Nie
krzyczcie. – poszedł za drzwi. Zakluczyłam je od środka. Harry złapał mnie za
nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Hazz? Wiem o
czym myślisz. Ja się na to nie zgadzam…
- Czemu? Co ja?
Zawsze ja jestem winny. – obraził się na mnie. – Ale o czym mówisz?
- Nie zgadzam
się na 69 z tobą…
- Aaaa… Czyli
to o to chodziło… Serio? Nie lubię cię. Foch.
- Harry… Idę,
papa.
- Nie idź. Ale
dlaczego nie chcesz?
- Boję się… -
powiedziałam zupełnie poważnie.
- Czemu?
Opowiedz… Pamiętaj, mi możesz ufać.
- Bo… - po
moich policzkach zaczęły spływać łzy. – Bo jak byłam mała, znaczy mniejsza,
zostałam zgwałcona… Dlatego nie chcę o tym mówić, a tym bardziej jeszcze to
robić…
- Współczuję…
Znam ten ból… - zdziwiłam się. Czy on też miał to samo co ja? To niemożliwe…
`OCZAMI
NATHALIE`
Leżałam na
łóżku wtulona z swojego chłopaka, Niall’a i oglądaliśmy film w telewizji. Na
początku myślałam, że to jest tylko moim snem, z którego za chwilę się obudzę.
Uszczypnęłam się, aby to sprawdzić. Po kilku sekundach poczuła, że jednak to
jest rzeczywistość. Piękny sen, z którego nie chcę się nigdy obudzić.
-Nath, śpisz? –
zapytał.
- Co? Nie, nie
śpię. Ale zaraz idę się umyć i spać. – odparłam i popatrzyłam w jego
niebieskie, boskie tęczówki.
- Kocham cię. –
z jego ust usłyszałam dwa najpiękniejsze słowa.
- Też cię
kocham, Niall… - objął mnie trochę mocniej, przy czym ja też się mocniej
wtuliłam w jego koszulkę. – Nigdzie teraz mi nie uciekniesz. – Wiesz co?
- Co? – zapytał
zaciekawiony.
- Nigdy nie
sądziłam, że moje największe marzenie spełni się przez jeden wypadek.
Samochodowy, fakt.
- Czemu? Jakie
marzenie?
- Ty byłeś,
jesteś i zawsze będziesz moim marzeniem… Teraz moim marzeniem jest w
przyszłości zostać Mrs. Horan.
- A skąd wiesz,
że nie będziesz?
- A będę? –
wypaliłam po minucie ciszy.
- Może
będziesz… Kocham cię.
- Niall?
- Tak?
- Mamy noc,
prawie północ, jak myślisz, co może robić Harry z Kath?
- 69? Zgaduję…
- Nie. W to
wątpię.
- Dlaczego
wątpisz?
- Ponieważ Kath
kilka lat temu została zgwałcona i się po prostu boi.
- Czego się
boi? Opowiedz. Chcę wiedzieć.
- Tego, że
chłopak zostawi ją w ciąży i będzie zdana sama na siebie. A poza tym, ma z tym
złe wspomnienia.
- Szczerze
Nath?
- Tak.
- Ja bym nigdy
tak nie zrobił… Nawet gdybyś była ze mną w ciąży. Za co mnie pokochałaś? – no
to nam się wzięło na wyznania
- Masz słodkie
niebiskie oczy, uroczy uśmiech. Ślicznie śpiewasz. Każde słowo wypowiedziane
przez ciebie na zawsze pozostanie mi w głowie. Kocham cię nie tylko dlatego, że
jesteś sławny i bogaty, tylko dlatego, że znam prawdziwego ciebie. A poza tym,
kocham cię.
- Widzisz… ja
ciebie kocham bardziej…
- Dobra, a
tobie co się we mnie podoba, co się zakochałeś?
- Uwaga. Będę
teraz wymieniał… - wstał z łóżka, puszczając mnie tym samym i włączył wolny
podkład muzyczny. Podał mi rękę. Przyjęłam ją i też wstałam z siedzenia. Objął
mnie i zaczął mówić: - „Chcę się z tobą bawić w chowanego i dawać ci swoje
ubrania i mówić ci że podobają mi się twoje buty i siedzieć na schodach kiedy
bierzesz prysznic i masować ci szyję i całować ci stopy i trzymać cię za rękę i
wychodzić razem żeby coś zjeść i nie obrażać się kiedy mi wyjadasz z talerza i
spotykać się w barze i rozmawiać o tym jak minął dzień i przepisywać na
maszynie twoje listy i przenosić twoje pudła i śmiać się z twoich wariactw i
dawać ci taśmy których nie słuchasz i oglądać wspaniałe filmy i oglądać głupie
filmy i narzekać na programy radiowe i robić ci zdjęcia kiedy śpisz i wstawać
żeby przynieść ci kawę i bułeczki i drożdżówki i chodzić do Florenta na kawę o
północy i nic sobie nie robić kiedy podkradasz mi papierosy i nigdy nie masz
zapałek i opowiadać ci program telewizyjny który widziałem poprzedniego
wieczora i zabierać cię do okulisty i nie śmiać się z twoich dowcipów i pragnąć
cię wczesnym rankiem ale nie budzić cię żebyś mogła sobie jeszcze pospać i
całować twoje plecy i głaskać twoją skórę i mówić jak bardzo kocham twoje włosy
twoje oczy twoje usta twoją szyję twoje piersi twoje pośladki i siedzieć na
schodkach paląc papierosa dopóki twój sąsiad nie wróci do domu i siedzieć na
schodkach paląc papierosa dopóki ty nie wrócisz do domu i martwić się kiedy się
spóźniasz i dziwić się kiedy jesteś wcześniej i dawać ci słoneczniki i chodzić
na twoje przyjęcia i tańczyć do upadłego i przepraszać kiedy nie mam racji i cieszyć
się kiedy mi przebaczasz i oglądać twoje fotografie i żałować że nie znam cię
od zawsze i mieć w uszach twój głos i czuć dotyk twojej skóry i wpadać w panikę
kiedy jesteś zła i jedno twoje oko staje się czerwone a drugie niebieskie włosy
opadają ci na lewą stronę a twarz ma orientalne rysy i mówić ci że jesteś
wspaniała i tulić cię kiedy się boisz i obejmować cię kiedy ktoś cię zrani i
chcieć cię kiedy poczuję twój zapach i obrażać cię dotykiem i kwilić jak dziecko
kiedy jestem obok i kiedy jestem daleko i ślinić twoje piersi i pieścić cię w
nocy i marznąć kiedy zabierasz cały koc i dusić się z gorąca kiedy go nie
zabierasz i wpadać w zachwyt kiedy się uśmiechasz i rozpływać się ze szczęścia
kiedy się śmiejesz i za nic nie rozumieć dlaczego myślisz, że cię odrzucam i
dziwić się jak coś takiego mogło przyjść ci do głowy i zastanawiać się kim
jesteś naprawdę ale i tak cię akceptować i opowiadać historię o zaczarowanym w
anioła leśnym chłopcu, który z miłości do ciebie przeleciał ocean i pisać dla
ciebie wiersze i zastanawiać się dlaczego mi nie wierzysz i odczuwać uczucia
tak głębokie że brak słów żeby je wyrazić i chcieć kupić ci małego kotka, o
którego będę zazdrosny bo będziesz poświęcać mu więcej uwagi niż mnie i
zatrzymywać cię w łóżku kiedy musisz wyjść i płakać jak dziecko kiedy w końcu
sobie pójdziesz i tępić karaluchy i kupować ci prezenty których nie chcesz i
odnosić je do sklepu i wciąż na nowo prosić cię o rękę, mimo że odmawiasz mi
już któryś raz ponieważ ci się wydaje że mina tym nie zależy chociaż zależy mi
bardzo od kiedy zrobiłem to pierwszy raz i potem włóczyłem się po mieście które
wydawało się puste bez ciebie i chcieć tego czego ty chcesz i wiedzieć że
zatraciłem się cały i mimo to wiedzieć że przy tobie jestem bezpieczny i
opowiadać ci o sobie najgorsze rzeczy i dawać ci to co we mnie najlepsze bo
jesteś tego warta i odpowiadać na twoje pytania chociaż wolałbym tego nie robić
i mówić ci prawdę kiedy wcale tego nie chcę i zachowywać się uczciwie dlatego
że wiem że sobie tego życzysz i gdy myślę że wszystko skończone czepiać się
ciebie przez króciutkie dziesięć minut zanim na dobre wyrzucisz mnie ze swojego
życia i zapomnieć kim jestem i próbować być bliżej bo pięknie jest uczyć się
ciebie i warto zrobić ten wysiłek i mówić do ciebie źle po niemiecku i jeszcze
gorzej po hebrajsku i kochać się z tobą o trzeciej nad ranem i jakimś cudem
opowiedzieć ci chociaż trochę o nieprzepartej dozgonnej przemożnej
bezwarunkowej wszechogarniającej rozpierającej serce wzbogacającej umysł
ciągłej wiecznotrwałej miłości jaką do ciebie czuję.”*
- Niall… -
płakałam ze szczęścia.
- Czemu
płaczesz? – ujął moją twarz w swoje dłonie i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Bo… Bo ja
nigdy nie słyszałam czegoś równie pięknego… Nikomu jeszcze tak bardzo na mnie
zależało...
- A Katherine i
Louis? Przecież im tez na tobie bardzo zależy.
- Ale mi nie o
to chodzi… - otarł mi łzy kciukiem z obu policzków i przytulił mnie mocno do
siebie.
`OCZAMI
KATHERINE`
- Forever
young, I wanna be forever young… Do you really want to live forever, forever,
forever young… - moje oko uroniło jedną, pojedynczą łzę.
- To było
ślicznie, Harry.
- To było dla
ciebie… Chciałem ci to zaśpiewać, ale nie mogłem, bo wiesz…
- Dziękuję. –
rozpłakałam się ze szczęścia i rzuciłam się Harry’emu na szyję.
`KILKA MINUT
PÓŹNIEJ, Oczami Katherine`
- Jak myślisz,
co robią teraz Nath i Niall? – zapytał mnie, tym samym wyrywając moje myśli z
odległych, nierealnych marzeń.
- Co? A… Nie
wiem. Właśnie. A oni o nas wiedzą? No, że jestem twoją dziewczyną.
- Nie… Znaczy
chyba nie… Zaraz, nie powiedziałem nikomu o tym.
- A mówiłeś
cokolwiek?
- Powiedziałem
po tym jak „umarłaś”, że cię kochałem nie jak swoje inne dziewczyny, tylko tak
na serio.
- Ale wiedzieli
o nas? Nieważne, zresztą, powiemy im dzisiaj. Wiesz co?
- Co?
- Chodźmy do
Nath i Niall’a.
- Ok. – objął
mnie i poszliśmy w stronę pokoju blondyna.
-----------------------------------------------------------------------------
Next - jak napiszę ☻▬☻
#katy #nath - proszę skomentować :) xd //Kath
sobota, 1 lutego 2014
Coś na temat komentarzy...
Drogi Czytelniku mojego Bloga!
Jeśli czytasz, proszę, skomentuj. Chciałabym wiedzieć czy ktoś w ogóle go czyta.
Nathalie i Katherine (Katy) Nie Liczą Się Do Tych Osób. //Kath
Jeśli czytasz, proszę, skomentuj. Chciałabym wiedzieć czy ktoś w ogóle go czyta.
Nathalie i Katherine (Katy) Nie Liczą Się Do Tych Osób. //Kath
Rozdział 5 ;)
Długo przez Was wyczekiwany :)
No... Wczoraj o 17:00, czasu polskiego była premiera teledysku "Midnight Memories". Odliczanie jak na Nowy rok ♥♥♥
Oto i Piątka...:
-----------------------------------------------------------------------------
Takie trochę krótkie... Pisałam długo, bo komp był w naprawie. Z kartki musiałam przepisać :)
NEXT - jak napiszę ☻ //Kath
No... Wczoraj o 17:00, czasu polskiego była premiera teledysku "Midnight Memories". Odliczanie jak na Nowy rok ♥♥♥
Oto i Piątka...:
-----------------------------------------------------------------------------
- No więc. Chodzi o pannę
Katherine Vlues. Pańską dziewczynę. – powiedział. – Chodzi o to, że Kath
zapadła w śpiączkę farmakologiczną. Nie umarła, ale żyje, tylko tyle, że jej
serce nie bije, a puls jest niewyczuwalny. Jedynym sposobem na uratowanie jej życia
to tylko przeszczep serca. Ale, ponieważ panna Katherine, ma bardzo rzadką
grupę krwi, ABRh-, to jest praktycznie niemożliwe.
- Ale jak?! Wczoraj nie żyła!
Maszyna zrobiła długie „pip”, co oznacza, że człowiek umarł! Ale zaraz… Grupa
ABRh-?
- Tak, ABRh-. To jest najrzadsza
grupa krwi na świecie. Według statystyk, grupę ABRh- posiada tylko kilka osób.
Przypuszcza się na około 10-15. W tym oczywiście jest panna Katherine.
- Ja chyba też mam ABRh-…
- Możemy zrobić panu badania. –
wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do sali badań. Lekarz zawołał pielęgniarkę,
która miała mi zrobić badanie krwi.
- Zapraszam. – powiedziała i się
uśmiechnęła do mnie. Czy bolało, nie wiem. Nie pamiętam. Wpięła mi coś w żyłę i
notowała. Ja cały czas wyglądałem przez okno. – Ok. Koniec. – wyjęła wenflon z
ręki i przycisnęła wacikiem miejsce, w którym była krew pobierana.
- Dziękuję, kiedy będą wyniki?
- Wyniki powinny być za
kilkanaście minut. Od 10 do 15. Proszę cierpliwie poczekać.
- Dobrze. – odpowiedziałem i usiadłem
na ławce pod ścianą. – Nie denerwuj się, nie denerwuj się. – powtarzałem sobie
te słowa pod nosem. Ale to i tak nic nie dało.
`15 MINUT PÓŹNIEJ`
- Już są wyniki. – usłyszałem te
słowa z ust kobiety.
- To dobrze. – byłem
zdenerwowany. Bałem się, że nie mam ABRh-. Ale gdybym miał, bardzo chciałbym
zostać dawcą.
- To są dobre wieści. –
uśmiechnęła się. – Ma pan grupę ABRh-.
- Jak? – wziąłem od niej kartkę z
wynikami. Nie mogłem w to uwierzyć. Nareszcie mogłem pokazać jak bardzo mi
zależy na Katherine.
`OCZAMI NATHALIE`
Odkąd Harry poszedł do gabinetu,
zaczęłam się bać. Słychać było krzyki, prawdopodobnie Hazzy. Miałam złe
przeczucia dotyczące tej sprawy.
- Nie martw się. – szepnął mi do
ucha Niall. Dziwne, on niezależnie od sytuacji, potrafił zachować spokój. Ja,
zależy.
- Jak? – odszepnęłam.
- Chodź tu do mnie. – przytulił
mnie do siebie.
- Niall… - z moich oczu popłynęło
kilka łez. Objął mnie w talii.
`OCZAMI PERRIE`
Szłam po korytarzu z Katy, moją
kuzynką. Do tego ciągle błądziłyśmy po różnorodnych salach. Nagle zobaczyłam
płaczącą Nath, Niall’a, Liam’a, Zayn’a i Louis’a.
- Pezz, kto jest? – szepnęła mi
na ucho i wskazała palem dziewczynę siedzącą obok blondyna.
- To jest Nathalie, Nath w
skrócie, dziewczyna Niall’a. – odpowiedziałam na pytanie.
- Aha. Ale resztę znam.
- To dobrze.
- O, widzę Perrie i… jeszcze
kogoś. – powiedział uśmiechnięty Zayn do Liam’a, który siedział obok niego. –
Hej skarbie. – podszedł do mnie i objął w pasie, po czym pocałował lekko w
usta.
- Hej Pezz! – krzyknęli wszyscy,
oprócz Harry’ego i mojego chłopaka.
- Kto to jest? – Liam wskazał na
dziewczynę stojącą obok mnie.
- A właśnie… Zapomniałabym.
Chłopcy, i Nath, poznajcie Katy Bloodworth. To jest moja kuzynka, o której wam
opowiadałam.
- Kiedy nam mówiłaś o Katy? –
zdziwił się Liam.
- Znaczy… Chodziło mi o mojego
Zayn’a, Nath i Niall’a. A wy nie widzieliście i nie słyszeliście o Katy. –
zastanowiłam się przez chwilę. Moja mina była poważna. – A gdzie jest Harry?
- U lekarza. Chodzi o Katherine.
– odpowiedział blondyn.
- Aha… Tak mi przykro z powodu Kath.
- Nie, jest w porządku… Jest
dobrze. – pojawił się Harry.
- Witaj Perrie. – uścisnął mnie
lekko. Kilka sekund później otarł łzy z policzków.
- Co jest? – zapytałam troskliwym
głosem. – Wiem, że boli, ale za jakiś czas przestanie.
- Ale… Ja ją kochałem. I to tak
szczerze! – zaczął krzyczeć. W końcu, czego nie robi się dla miłości.
- Harry… Uspokój się. Teraz tak
twierdzisz. A może za na przykład pół roku okaże się, że jednak to było tylko
zauroczenie… Przemyśl to.
- Ja nie potrafię…
- Potrafisz! – stanął przede mną
naburmuszony i ciągle upierał się na swoim. Oczywiście, nie dałam za wygraną.
Dziewczyny wcale nie są gorsze od chłopaków.
- Ale Perrie…
- Nie ma żadnego „ale”. –
ciągnęłam stanowczo konwersację.
- To ty i Kath byliście razem? –
wtrąciła Nathalie.
- Szczerze… Tak.
- Harry! Twoja dziewczyna nie
żyje! Żyj dalej, a nie stój w miejscu! – porządnie krzyknęłam. Ale taka była
prawda.
- Ok… - głos w tej rozmowie
przejął Louis. – Może zakończmy ten temat. Harry’emu naprawdę jest ciężko. Nie
mylmy się, ja jestem od rozwiązywania problemów i mi powiedział. Ale… No
ludzie, nie męczcie go. Też zasługuje na chwilę „niepłakania”. Tak, faktem
jest, że jest załamany. To tylko jedna noc, co i tak nie znaczy, że spał. No
chodzi otóż, że nie spał.
- Popieram. – odezwał się Zayn. –
Nie możemy tak dłużej…
- Mam już tego dość. Wychodzę… -
wyszedł za drzwi.
`OCZAMI HARRY’EGO`
Wyszedłem, bo miałem dość tego
gadania na temat mojej kochanej, niestety już byłej, dziewczyny Katherine.
Podczas monologu Louis’a, poczułem się lekko urażony. No może nie lekko, ale
bardzo. Po wyjściu na światło dzienne, właściwie wieczorne, jakim jest księżyc,
udałem się do parku. Chciałem to wszystko przemyśleć w spokoju.
- Czemu by tu sobie nie dać
wiecznego spokoju? – mówiłem sam do siebie, ponieważ park o tej porze był
pusty. Nie było w nim nikogo oprócz mnie i kilku ptaków. – Ale zaraz… Skoro
Kath potrzebuje przeszczepu serca, a ma grupę krwi ABRh-, czyli tą samą co ja,
to znaczy, że mógłbym zostać dawcą i uratować jej życie.
- Harry! – z moich zamyśleń
wyrwał mnie głos Lou i Liam’a. – Nie ruszaj się.
- O co wam znowu chodzi?! – teraz
to byłem wściekły.
- A tobie? Uciekasz, chociaż nam
nie wyjaśniłeś sprawy z lekarzem.
- Błagam, chłopaki, znowu to
samo?! Chcę zapomnieć, a wy mi to utrudniacie. – ciągnąłem w nieskończoność.
Sam nawet nie wiem ile gadałem, ale doszedłem do wniosku, że zrobię tak jak
mówiłem do siebie wcześniej. – Dzięki chłopcy, teraz wiem co robić! – znowu
pobiegłem do szpitala. Dziwiłem się trochę, ponieważ właśnie chyba pobiłem swój
rekord w biegach na kilometr.
- Harry? – zapytała zdziwiona
Katy.
- Tak, a kto inny? –
odpowiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. – Idę do lekarza.
- Po co? Styles, wracaj mi tu! Do
cholery, powiedz, po co idziesz! – krzyknęła Pezz.
- Zaraz zobaczycie! – odszedłem.
Delikatnie zapukałem do wielkich, dębowych drzwi. Usłyszałem ciche „proszę”.
Wszedłem bez chwili wahania. – Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. O, pan Styles.
Co pana do mnie sprowadza?
- Bo jak pan doktor wcześniej
mówił, ja i Katherine mamy tą samą grupę krwi, tj. ABRh-. No i jeszcze
Katherine potrzebuje przeszczepu.
- Nie bardzo rozumiem o co panu
chodzi.
- Chodzi mi o to, że chciałbym
zostać dawcą. – powiedziałem stanowczo.
- Dobrze. Proszę tylko wypełnić
ten formularz. – lekarz dał mi do ręki kartkę papieru. Zaznaczył długopisem
miejsca, w których mam się podpisać. „Zaraz dam autograf”, zażartowałem,
chociaż wiedziałem, że żarty nie są teraz na miejscu. Jednak, mimo zakazów
chłopców i Perrie, chcę to zrobić. Chcę pokazać, że zależy mi na Kath, jak na
nikim innym. Z nią było inaczej niż z innymi moimi dziewczynami. Ona mnie
naprawdę zauroczyła i to właśnie w niej się zakochałem na zabój. Tylko dlaczego
umarła? Tego nie wiedziałem. To pozostało dla mnie zagadką.
- Już, wypełnione. – oddałem
arkusz panu West. Przy okazji, co to za nazwisko? Nieważne…
`DWA DNI PÓŹNIEJ, Oczami
Harry’ego`
Nie powiedziałem chłopakom o tej
decyzji. Nie mogli się zresztą dowiedzieć. Lekarz powiedział, że mam przyjść
wieczorem, sam, do szpitala. Zabiorą mnie na salę operacyjną i przeprowadzą
zabieg. Powiedziałem tylko samej Nath. To jej po Katherine ufałem najbardziej.
Podeszła do mnie po kolacji.
- Harry, skoro ona cię tak
kochała, to nie przemyślałeś jednego. – powiedziała.
- Czego nie przemyślałem? –
zdziwiłem się.
- To, że tobie na niej tak bardzo
zależy, a jej na tobie właśnie jeszcze bardziej.
- Błagam, Nath, do rzeczy. Nie
rozumiem cię.
- Chodzi mi o to, że ja ciebie
nie będzie, to ona może przecież nawet się poświęcić, umrzeć, dla ciebie.
- No… W sumie, to masz rację. O
tym nie myślałem, co będzie kiedy zrobią to. Opowiedz mi o Katherine.
- No więc… - usiedliśmy na
kanapie, Nath wyjęła album ze zdjęciami i oglądaliśmy. – Znamy się od dzieciństwa.
Poznałyśmy się w przedszkolu. Czyli minęło 12 lat. Nie była hipsterką, ale nie
byłą też aż taka grzeczna. W szkole zawsze siedziała cicho jak myszka pod
miotłą. – popatrzyła na mnie. Pokazała palcem zdjęcie jej i Kath. Chciałem się
rozpłakać jeszcze bardziej.
- Mów dalej… Coś jeszcze też
mówiła, robiła?
- Nie raz mi opowiadała o tobie.
Zielone oczy… To o nich mówiła najwięcej.
- Ale co mówiła? Chcę wiedzieć.
- Mówiła, że chciałaby się co
rano budzić przy takiej osobie jak ty. – popatrzyła w moje oczy, zamknęła album
i kontynuowała wypowiedź: - Mam do ciebie pytanie.
- Pytaj.
- Co mógłbyś dać Katherine tak od
serca?
- Przeszczep… Dam jej szczęście,
mimo, że mnie nie będzie…
- Ale, Harry, zastanów się nad
tym poważnie. Jeden błąd i nie żyjesz. Ani ona ani ty. Co będzie z One
Direction, twoją karierą, Directionerkami? Mną chociażby… A o chłopakach nie
wspomnę. Dla całego świata jesteście numerem jeden. Rozważ się nad tym, co ci
powiedziałam i do mnie przyjdź z odpowiedzią. – wstała i poszła do kuchni. Myślałem
przez cały wieczór nad jej słowami. Nie rozumiałem czemu, miałbym tego nie
zrobić. Tylko w ten sposób mogę pokazać, że mi na niej zależy…
`GODZINĘ PÓŹNIEJ, Oczami
Harry’ego`
- Nath! Nath! – wpadłem do jej
pokoju, który dzieliła razem z Niall’em. – Znam odpowiedź.
- No. Dawaj. – jej twarz
przybrała poważną minę z lekkim uśmieszkiem.
- Zrobię to dla niej…
- Harry! Tyle czasu ci
tłumaczyłam, że to głupota, a ty i tak swoje. – moje oczy się lekko zaszkliły.
Nie widziałem ostro, więc przy odchodzeniu od Nathalie i Horanka, wchodziłem
prawie we wszystko, co mi stało przez nogami.
- Dziękuję… - powiedziałem
ironicznie i wyszedłem. – Dziękuję ci za to, że na mnie krzyczysz, i to jeszcze
w czasie, kiedy mam załamanie i nie wiem co robić. – rozpłakałem się, poszedłem
do swojego pokoju i zakluczyłem drzwi. Taką miałem ochotę się przytulić co
osoby, która już nie żyje… Tak, chodziło mi o Kath… Leżąc na łóżku z jej
zdjęciem i myśląc o sam nawet nie wiem czym, czułem jej obecność. Z zamyśleń
wyrwał mnie głos Louis’a, dobiegający z dołu.
- Harry! Jedziemy na miasto!
Jedziesz z nami?! – krzyczał.
- Nie! Ja nigdzie nie jadę! –
odkrzyknąłem i zakryłem twarz poduszką.
- Spoko! A kupić ci coś? Po
drodze wejdziemy do sklepu. – stanął przy drzwiach do mojego pokoju. Jednak na
to pytanie się nie odzywałem. – Jakbyś coś chciał, to dzwoń do Liam’a. Wiesz,
że mam telefon w naprawie. – zasnąłem po jakimś czasie leżakowania. Śniła mi
się Kath w białej sukni, z dużym brzuszkiem, z dwuletnią dziewczynką, którą
prowadziła za rękę. Byliśmy w kościele. Miałem na sobie czarny garnitur i
kwiatka w butonierce. Po jakimś czasie pojawił się ksiądz, wszyscy wstali.
Kapłan powiedział: „Teraz oficjalnie jesteście Państwo Styles.” Wziąłem ją za
rękę i pocałowaliśmy się. Na koniec wyszliśmy z kościoła, każdy nam gratulował.
Nathalie w tym śnie przekazała mi wiadomość: „Wiedziałam, że kiedyś wam się
uda.”. Ludzie zgromadzeni wokół nas krzyczeli „Styles” i bili brawo. Z tak
pięknego snu obudził mnie Liam.
- Harry. Harry! – krzyknął, a ja
otworzyłem oczy. Straciłem świadomość czegokolwiek.
- Pali się gdzieś, co się tak
drzesz? – odpowiedziałem i wstałem z łóżka.
- Krzyczałeś podczas spania. Nie
raz ci się już to zdarzało…
- Spoko… - podszedłem do lustra,
mimo, że nie zależało mi na tym, jak wyglądałem. – Po co byliście na mieście?
- Harry, my tak naprawdę byliśmy
w…
-----------------------------------------------------------------------------Takie trochę krótkie... Pisałam długo, bo komp był w naprawie. Z kartki musiałam przepisać :)
NEXT - jak napiszę ☻ //Kath
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)