No... Wczoraj o 17:00, czasu polskiego była premiera teledysku "Midnight Memories". Odliczanie jak na Nowy rok ♥♥♥
Oto i Piątka...:
-----------------------------------------------------------------------------
- No więc. Chodzi o pannę
Katherine Vlues. Pańską dziewczynę. – powiedział. – Chodzi o to, że Kath
zapadła w śpiączkę farmakologiczną. Nie umarła, ale żyje, tylko tyle, że jej
serce nie bije, a puls jest niewyczuwalny. Jedynym sposobem na uratowanie jej życia
to tylko przeszczep serca. Ale, ponieważ panna Katherine, ma bardzo rzadką
grupę krwi, ABRh-, to jest praktycznie niemożliwe.
- Ale jak?! Wczoraj nie żyła!
Maszyna zrobiła długie „pip”, co oznacza, że człowiek umarł! Ale zaraz… Grupa
ABRh-?
- Tak, ABRh-. To jest najrzadsza
grupa krwi na świecie. Według statystyk, grupę ABRh- posiada tylko kilka osób.
Przypuszcza się na około 10-15. W tym oczywiście jest panna Katherine.
- Ja chyba też mam ABRh-…
- Możemy zrobić panu badania. –
wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do sali badań. Lekarz zawołał pielęgniarkę,
która miała mi zrobić badanie krwi.
- Zapraszam. – powiedziała i się
uśmiechnęła do mnie. Czy bolało, nie wiem. Nie pamiętam. Wpięła mi coś w żyłę i
notowała. Ja cały czas wyglądałem przez okno. – Ok. Koniec. – wyjęła wenflon z
ręki i przycisnęła wacikiem miejsce, w którym była krew pobierana.
- Dziękuję, kiedy będą wyniki?
- Wyniki powinny być za
kilkanaście minut. Od 10 do 15. Proszę cierpliwie poczekać.
- Dobrze. – odpowiedziałem i usiadłem
na ławce pod ścianą. – Nie denerwuj się, nie denerwuj się. – powtarzałem sobie
te słowa pod nosem. Ale to i tak nic nie dało.
`15 MINUT PÓŹNIEJ`
- Już są wyniki. – usłyszałem te
słowa z ust kobiety.
- To dobrze. – byłem
zdenerwowany. Bałem się, że nie mam ABRh-. Ale gdybym miał, bardzo chciałbym
zostać dawcą.
- To są dobre wieści. –
uśmiechnęła się. – Ma pan grupę ABRh-.
- Jak? – wziąłem od niej kartkę z
wynikami. Nie mogłem w to uwierzyć. Nareszcie mogłem pokazać jak bardzo mi
zależy na Katherine.
`OCZAMI NATHALIE`
Odkąd Harry poszedł do gabinetu,
zaczęłam się bać. Słychać było krzyki, prawdopodobnie Hazzy. Miałam złe
przeczucia dotyczące tej sprawy.
- Nie martw się. – szepnął mi do
ucha Niall. Dziwne, on niezależnie od sytuacji, potrafił zachować spokój. Ja,
zależy.
- Jak? – odszepnęłam.
- Chodź tu do mnie. – przytulił
mnie do siebie.
- Niall… - z moich oczu popłynęło
kilka łez. Objął mnie w talii.
`OCZAMI PERRIE`
Szłam po korytarzu z Katy, moją
kuzynką. Do tego ciągle błądziłyśmy po różnorodnych salach. Nagle zobaczyłam
płaczącą Nath, Niall’a, Liam’a, Zayn’a i Louis’a.
- Pezz, kto jest? – szepnęła mi
na ucho i wskazała palem dziewczynę siedzącą obok blondyna.
- To jest Nathalie, Nath w
skrócie, dziewczyna Niall’a. – odpowiedziałam na pytanie.
- Aha. Ale resztę znam.
- To dobrze.
- O, widzę Perrie i… jeszcze
kogoś. – powiedział uśmiechnięty Zayn do Liam’a, który siedział obok niego. –
Hej skarbie. – podszedł do mnie i objął w pasie, po czym pocałował lekko w
usta.
- Hej Pezz! – krzyknęli wszyscy,
oprócz Harry’ego i mojego chłopaka.
- Kto to jest? – Liam wskazał na
dziewczynę stojącą obok mnie.
- A właśnie… Zapomniałabym.
Chłopcy, i Nath, poznajcie Katy Bloodworth. To jest moja kuzynka, o której wam
opowiadałam.
- Kiedy nam mówiłaś o Katy? –
zdziwił się Liam.
- Znaczy… Chodziło mi o mojego
Zayn’a, Nath i Niall’a. A wy nie widzieliście i nie słyszeliście o Katy. –
zastanowiłam się przez chwilę. Moja mina była poważna. – A gdzie jest Harry?
- U lekarza. Chodzi o Katherine.
– odpowiedział blondyn.
- Aha… Tak mi przykro z powodu Kath.
- Nie, jest w porządku… Jest
dobrze. – pojawił się Harry.
- Witaj Perrie. – uścisnął mnie
lekko. Kilka sekund później otarł łzy z policzków.
- Co jest? – zapytałam troskliwym
głosem. – Wiem, że boli, ale za jakiś czas przestanie.
- Ale… Ja ją kochałem. I to tak
szczerze! – zaczął krzyczeć. W końcu, czego nie robi się dla miłości.
- Harry… Uspokój się. Teraz tak
twierdzisz. A może za na przykład pół roku okaże się, że jednak to było tylko
zauroczenie… Przemyśl to.
- Ja nie potrafię…
- Potrafisz! – stanął przede mną
naburmuszony i ciągle upierał się na swoim. Oczywiście, nie dałam za wygraną.
Dziewczyny wcale nie są gorsze od chłopaków.
- Ale Perrie…
- Nie ma żadnego „ale”. –
ciągnęłam stanowczo konwersację.
- To ty i Kath byliście razem? –
wtrąciła Nathalie.
- Szczerze… Tak.
- Harry! Twoja dziewczyna nie
żyje! Żyj dalej, a nie stój w miejscu! – porządnie krzyknęłam. Ale taka była
prawda.
- Ok… - głos w tej rozmowie
przejął Louis. – Może zakończmy ten temat. Harry’emu naprawdę jest ciężko. Nie
mylmy się, ja jestem od rozwiązywania problemów i mi powiedział. Ale… No
ludzie, nie męczcie go. Też zasługuje na chwilę „niepłakania”. Tak, faktem
jest, że jest załamany. To tylko jedna noc, co i tak nie znaczy, że spał. No
chodzi otóż, że nie spał.
- Popieram. – odezwał się Zayn. –
Nie możemy tak dłużej…
- Mam już tego dość. Wychodzę… -
wyszedł za drzwi.
`OCZAMI HARRY’EGO`
Wyszedłem, bo miałem dość tego
gadania na temat mojej kochanej, niestety już byłej, dziewczyny Katherine.
Podczas monologu Louis’a, poczułem się lekko urażony. No może nie lekko, ale
bardzo. Po wyjściu na światło dzienne, właściwie wieczorne, jakim jest księżyc,
udałem się do parku. Chciałem to wszystko przemyśleć w spokoju.
- Czemu by tu sobie nie dać
wiecznego spokoju? – mówiłem sam do siebie, ponieważ park o tej porze był
pusty. Nie było w nim nikogo oprócz mnie i kilku ptaków. – Ale zaraz… Skoro
Kath potrzebuje przeszczepu serca, a ma grupę krwi ABRh-, czyli tą samą co ja,
to znaczy, że mógłbym zostać dawcą i uratować jej życie.
- Harry! – z moich zamyśleń
wyrwał mnie głos Lou i Liam’a. – Nie ruszaj się.
- O co wam znowu chodzi?! – teraz
to byłem wściekły.
- A tobie? Uciekasz, chociaż nam
nie wyjaśniłeś sprawy z lekarzem.
- Błagam, chłopaki, znowu to
samo?! Chcę zapomnieć, a wy mi to utrudniacie. – ciągnąłem w nieskończoność.
Sam nawet nie wiem ile gadałem, ale doszedłem do wniosku, że zrobię tak jak
mówiłem do siebie wcześniej. – Dzięki chłopcy, teraz wiem co robić! – znowu
pobiegłem do szpitala. Dziwiłem się trochę, ponieważ właśnie chyba pobiłem swój
rekord w biegach na kilometr.
- Harry? – zapytała zdziwiona
Katy.
- Tak, a kto inny? –
odpowiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. – Idę do lekarza.
- Po co? Styles, wracaj mi tu! Do
cholery, powiedz, po co idziesz! – krzyknęła Pezz.
- Zaraz zobaczycie! – odszedłem.
Delikatnie zapukałem do wielkich, dębowych drzwi. Usłyszałem ciche „proszę”.
Wszedłem bez chwili wahania. – Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. O, pan Styles.
Co pana do mnie sprowadza?
- Bo jak pan doktor wcześniej
mówił, ja i Katherine mamy tą samą grupę krwi, tj. ABRh-. No i jeszcze
Katherine potrzebuje przeszczepu.
- Nie bardzo rozumiem o co panu
chodzi.
- Chodzi mi o to, że chciałbym
zostać dawcą. – powiedziałem stanowczo.
- Dobrze. Proszę tylko wypełnić
ten formularz. – lekarz dał mi do ręki kartkę papieru. Zaznaczył długopisem
miejsca, w których mam się podpisać. „Zaraz dam autograf”, zażartowałem,
chociaż wiedziałem, że żarty nie są teraz na miejscu. Jednak, mimo zakazów
chłopców i Perrie, chcę to zrobić. Chcę pokazać, że zależy mi na Kath, jak na
nikim innym. Z nią było inaczej niż z innymi moimi dziewczynami. Ona mnie
naprawdę zauroczyła i to właśnie w niej się zakochałem na zabój. Tylko dlaczego
umarła? Tego nie wiedziałem. To pozostało dla mnie zagadką.
- Już, wypełnione. – oddałem
arkusz panu West. Przy okazji, co to za nazwisko? Nieważne…
`DWA DNI PÓŹNIEJ, Oczami
Harry’ego`
Nie powiedziałem chłopakom o tej
decyzji. Nie mogli się zresztą dowiedzieć. Lekarz powiedział, że mam przyjść
wieczorem, sam, do szpitala. Zabiorą mnie na salę operacyjną i przeprowadzą
zabieg. Powiedziałem tylko samej Nath. To jej po Katherine ufałem najbardziej.
Podeszła do mnie po kolacji.
- Harry, skoro ona cię tak
kochała, to nie przemyślałeś jednego. – powiedziała.
- Czego nie przemyślałem? –
zdziwiłem się.
- To, że tobie na niej tak bardzo
zależy, a jej na tobie właśnie jeszcze bardziej.
- Błagam, Nath, do rzeczy. Nie
rozumiem cię.
- Chodzi mi o to, że ja ciebie
nie będzie, to ona może przecież nawet się poświęcić, umrzeć, dla ciebie.
- No… W sumie, to masz rację. O
tym nie myślałem, co będzie kiedy zrobią to. Opowiedz mi o Katherine.
- No więc… - usiedliśmy na
kanapie, Nath wyjęła album ze zdjęciami i oglądaliśmy. – Znamy się od dzieciństwa.
Poznałyśmy się w przedszkolu. Czyli minęło 12 lat. Nie była hipsterką, ale nie
byłą też aż taka grzeczna. W szkole zawsze siedziała cicho jak myszka pod
miotłą. – popatrzyła na mnie. Pokazała palcem zdjęcie jej i Kath. Chciałem się
rozpłakać jeszcze bardziej.
- Mów dalej… Coś jeszcze też
mówiła, robiła?
- Nie raz mi opowiadała o tobie.
Zielone oczy… To o nich mówiła najwięcej.
- Ale co mówiła? Chcę wiedzieć.
- Mówiła, że chciałaby się co
rano budzić przy takiej osobie jak ty. – popatrzyła w moje oczy, zamknęła album
i kontynuowała wypowiedź: - Mam do ciebie pytanie.
- Pytaj.
- Co mógłbyś dać Katherine tak od
serca?
- Przeszczep… Dam jej szczęście,
mimo, że mnie nie będzie…
- Ale, Harry, zastanów się nad
tym poważnie. Jeden błąd i nie żyjesz. Ani ona ani ty. Co będzie z One
Direction, twoją karierą, Directionerkami? Mną chociażby… A o chłopakach nie
wspomnę. Dla całego świata jesteście numerem jeden. Rozważ się nad tym, co ci
powiedziałam i do mnie przyjdź z odpowiedzią. – wstała i poszła do kuchni. Myślałem
przez cały wieczór nad jej słowami. Nie rozumiałem czemu, miałbym tego nie
zrobić. Tylko w ten sposób mogę pokazać, że mi na niej zależy…
`GODZINĘ PÓŹNIEJ, Oczami
Harry’ego`
- Nath! Nath! – wpadłem do jej
pokoju, który dzieliła razem z Niall’em. – Znam odpowiedź.
- No. Dawaj. – jej twarz
przybrała poważną minę z lekkim uśmieszkiem.
- Zrobię to dla niej…
- Harry! Tyle czasu ci
tłumaczyłam, że to głupota, a ty i tak swoje. – moje oczy się lekko zaszkliły.
Nie widziałem ostro, więc przy odchodzeniu od Nathalie i Horanka, wchodziłem
prawie we wszystko, co mi stało przez nogami.
- Dziękuję… - powiedziałem
ironicznie i wyszedłem. – Dziękuję ci za to, że na mnie krzyczysz, i to jeszcze
w czasie, kiedy mam załamanie i nie wiem co robić. – rozpłakałem się, poszedłem
do swojego pokoju i zakluczyłem drzwi. Taką miałem ochotę się przytulić co
osoby, która już nie żyje… Tak, chodziło mi o Kath… Leżąc na łóżku z jej
zdjęciem i myśląc o sam nawet nie wiem czym, czułem jej obecność. Z zamyśleń
wyrwał mnie głos Louis’a, dobiegający z dołu.
- Harry! Jedziemy na miasto!
Jedziesz z nami?! – krzyczał.
- Nie! Ja nigdzie nie jadę! –
odkrzyknąłem i zakryłem twarz poduszką.
- Spoko! A kupić ci coś? Po
drodze wejdziemy do sklepu. – stanął przy drzwiach do mojego pokoju. Jednak na
to pytanie się nie odzywałem. – Jakbyś coś chciał, to dzwoń do Liam’a. Wiesz,
że mam telefon w naprawie. – zasnąłem po jakimś czasie leżakowania. Śniła mi
się Kath w białej sukni, z dużym brzuszkiem, z dwuletnią dziewczynką, którą
prowadziła za rękę. Byliśmy w kościele. Miałem na sobie czarny garnitur i
kwiatka w butonierce. Po jakimś czasie pojawił się ksiądz, wszyscy wstali.
Kapłan powiedział: „Teraz oficjalnie jesteście Państwo Styles.” Wziąłem ją za
rękę i pocałowaliśmy się. Na koniec wyszliśmy z kościoła, każdy nam gratulował.
Nathalie w tym śnie przekazała mi wiadomość: „Wiedziałam, że kiedyś wam się
uda.”. Ludzie zgromadzeni wokół nas krzyczeli „Styles” i bili brawo. Z tak
pięknego snu obudził mnie Liam.
- Harry. Harry! – krzyknął, a ja
otworzyłem oczy. Straciłem świadomość czegokolwiek.
- Pali się gdzieś, co się tak
drzesz? – odpowiedziałem i wstałem z łóżka.
- Krzyczałeś podczas spania. Nie
raz ci się już to zdarzało…
- Spoko… - podszedłem do lustra,
mimo, że nie zależało mi na tym, jak wyglądałem. – Po co byliście na mieście?
- Harry, my tak naprawdę byliśmy
w…
-----------------------------------------------------------------------------Takie trochę krótkie... Pisałam długo, bo komp był w naprawie. Z kartki musiałam przepisać :)
NEXT - jak napiszę ☻ //Kath
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz