sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 5 ;)

Długo przez Was wyczekiwany :)
No... Wczoraj o 17:00, czasu polskiego była premiera teledysku "Midnight Memories". Odliczanie jak na Nowy rok ♥♥♥

Oto i Piątka...:

-----------------------------------------------------------------------------


- No więc. Chodzi o pannę Katherine Vlues. Pańską dziewczynę. – powiedział. – Chodzi o to, że Kath zapadła w śpiączkę farmakologiczną. Nie umarła, ale żyje, tylko tyle, że jej serce nie bije, a puls jest niewyczuwalny. Jedynym sposobem na uratowanie jej życia to tylko przeszczep serca. Ale, ponieważ panna Katherine, ma bardzo rzadką grupę krwi, ABRh-, to jest praktycznie niemożliwe.

- Ale jak?! Wczoraj nie żyła! Maszyna zrobiła długie „pip”, co oznacza, że człowiek umarł! Ale zaraz… Grupa ABRh-?

- Tak, ABRh-. To jest najrzadsza grupa krwi na świecie. Według statystyk, grupę ABRh- posiada tylko kilka osób. Przypuszcza się na około 10-15. W tym oczywiście jest panna Katherine.

- Ja chyba też mam ABRh-…

- Możemy zrobić panu badania. – wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do sali badań. Lekarz zawołał pielęgniarkę, która miała mi zrobić badanie krwi.

- Zapraszam. – powiedziała i się uśmiechnęła do mnie. Czy bolało, nie wiem. Nie pamiętam. Wpięła mi coś w żyłę i notowała. Ja cały czas wyglądałem przez okno. – Ok. Koniec. – wyjęła wenflon z ręki i przycisnęła wacikiem miejsce, w którym była krew pobierana.

- Dziękuję, kiedy będą wyniki?

- Wyniki powinny być za kilkanaście minut. Od 10 do 15. Proszę cierpliwie poczekać.

- Dobrze. – odpowiedziałem i usiadłem na ławce pod ścianą. – Nie denerwuj się, nie denerwuj się. – powtarzałem sobie te słowa pod nosem. Ale to i tak nic nie dało.

`15 MINUT PÓŹNIEJ`

- Już są wyniki. – usłyszałem te słowa z ust kobiety.

- To dobrze. – byłem zdenerwowany. Bałem się, że nie mam ABRh-. Ale gdybym miał, bardzo chciałbym zostać dawcą.

- To są dobre wieści. – uśmiechnęła się. – Ma pan grupę ABRh-.

- Jak? – wziąłem od niej kartkę z wynikami. Nie mogłem w to uwierzyć. Nareszcie mogłem pokazać jak bardzo mi zależy na Katherine.

`OCZAMI NATHALIE`

Odkąd Harry poszedł do gabinetu, zaczęłam się bać. Słychać było krzyki, prawdopodobnie Hazzy. Miałam złe przeczucia dotyczące tej sprawy.

- Nie martw się. – szepnął mi do ucha Niall. Dziwne, on niezależnie od sytuacji, potrafił zachować spokój. Ja, zależy.

- Jak? – odszepnęłam.

- Chodź tu do mnie. – przytulił mnie do siebie.

- Niall… - z moich oczu popłynęło kilka łez. Objął mnie w talii.

`OCZAMI PERRIE`

Szłam po korytarzu z Katy, moją kuzynką. Do tego ciągle błądziłyśmy po różnorodnych salach. Nagle zobaczyłam płaczącą Nath, Niall’a, Liam’a, Zayn’a i Louis’a.

- Pezz, kto jest? – szepnęła mi na ucho i wskazała palem dziewczynę siedzącą obok blondyna.

- To jest Nathalie, Nath w skrócie, dziewczyna Niall’a. – odpowiedziałam na pytanie.

- Aha. Ale resztę znam.

- To dobrze.

- O, widzę Perrie i… jeszcze kogoś. – powiedział uśmiechnięty Zayn do Liam’a, który siedział obok niego. – Hej skarbie. – podszedł do mnie i objął w pasie, po czym pocałował lekko w usta.

- Hej Pezz! – krzyknęli wszyscy, oprócz Harry’ego i mojego chłopaka.

- Kto to jest? – Liam wskazał na dziewczynę stojącą obok mnie.

- A właśnie… Zapomniałabym. Chłopcy, i Nath, poznajcie Katy Bloodworth. To jest moja kuzynka, o której wam opowiadałam.

- Kiedy nam mówiłaś o Katy? – zdziwił się Liam.

- Znaczy… Chodziło mi o mojego Zayn’a, Nath i Niall’a. A wy nie widzieliście i nie słyszeliście o Katy. – zastanowiłam się przez chwilę. Moja mina była poważna. – A gdzie jest Harry?

- U lekarza. Chodzi o Katherine. – odpowiedział blondyn.

- Aha… Tak mi przykro z powodu Kath.

- Nie, jest w porządku… Jest dobrze. – pojawił się Harry.

- Witaj Perrie. – uścisnął mnie lekko. Kilka sekund później otarł łzy z policzków.

- Co jest? – zapytałam troskliwym głosem. – Wiem, że boli, ale za jakiś czas przestanie.

- Ale… Ja ją kochałem. I to tak szczerze! – zaczął krzyczeć. W końcu, czego nie robi się dla miłości.

- Harry… Uspokój się. Teraz tak twierdzisz. A może za na przykład pół roku okaże się, że jednak to było tylko zauroczenie… Przemyśl to.

- Ja nie potrafię…

- Potrafisz! – stanął przede mną naburmuszony i ciągle upierał się na swoim. Oczywiście, nie dałam za wygraną. Dziewczyny wcale nie są gorsze od chłopaków.

- Ale Perrie…

- Nie ma żadnego „ale”. – ciągnęłam stanowczo konwersację.

- To ty i Kath byliście razem? – wtrąciła Nathalie.

- Szczerze… Tak.

- Harry! Twoja dziewczyna nie żyje! Żyj dalej, a nie stój w miejscu! – porządnie krzyknęłam. Ale taka była prawda.

- Ok… - głos w tej rozmowie przejął Louis. – Może zakończmy ten temat. Harry’emu naprawdę jest ciężko. Nie mylmy się, ja jestem od rozwiązywania problemów i mi powiedział. Ale… No ludzie, nie męczcie go. Też zasługuje na chwilę „niepłakania”. Tak, faktem jest, że jest załamany. To tylko jedna noc, co i tak nie znaczy, że spał. No chodzi otóż, że nie spał.

- Popieram. – odezwał się Zayn. – Nie możemy tak dłużej…

- Mam już tego dość. Wychodzę… - wyszedł za drzwi.

`OCZAMI HARRY’EGO`

Wyszedłem, bo miałem dość tego gadania na temat mojej kochanej, niestety już byłej, dziewczyny Katherine. Podczas monologu Louis’a, poczułem się lekko urażony. No może nie lekko, ale bardzo. Po wyjściu na światło dzienne, właściwie wieczorne, jakim jest księżyc, udałem się do parku. Chciałem to wszystko przemyśleć w spokoju.

- Czemu by tu sobie nie dać wiecznego spokoju? – mówiłem sam do siebie, ponieważ park o tej porze był pusty. Nie było w nim nikogo oprócz mnie i kilku ptaków. – Ale zaraz… Skoro Kath potrzebuje przeszczepu serca, a ma grupę krwi ABRh-, czyli tą samą co ja, to znaczy, że mógłbym zostać dawcą i uratować jej życie.

- Harry! – z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Lou i Liam’a. – Nie ruszaj się.

- O co wam znowu chodzi?! – teraz to byłem wściekły.

- A tobie? Uciekasz, chociaż nam nie wyjaśniłeś sprawy z lekarzem.

- Błagam, chłopaki, znowu to samo?! Chcę zapomnieć, a wy mi to utrudniacie. – ciągnąłem w nieskończoność. Sam nawet nie wiem ile gadałem, ale doszedłem do wniosku, że zrobię tak jak mówiłem do siebie wcześniej. – Dzięki chłopcy, teraz wiem co robić! – znowu pobiegłem do szpitala. Dziwiłem się trochę, ponieważ właśnie chyba pobiłem swój rekord w biegach na kilometr.

- Harry? – zapytała zdziwiona Katy.

- Tak, a kto inny? – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. – Idę do lekarza.

- Po co? Styles, wracaj mi tu! Do cholery, powiedz, po co idziesz! – krzyknęła Pezz.

- Zaraz zobaczycie! – odszedłem. Delikatnie zapukałem do wielkich, dębowych drzwi. Usłyszałem ciche „proszę”. Wszedłem bez chwili wahania. – Dobry wieczór.

- Dobry wieczór. O, pan Styles. Co pana do mnie sprowadza?

- Bo jak pan doktor wcześniej mówił, ja i Katherine mamy tą samą grupę krwi, tj. ABRh-. No i jeszcze Katherine potrzebuje przeszczepu.

- Nie bardzo rozumiem o co panu chodzi.

- Chodzi mi o to, że chciałbym zostać dawcą. – powiedziałem stanowczo.

- Dobrze. Proszę tylko wypełnić ten formularz. – lekarz dał mi do ręki kartkę papieru. Zaznaczył długopisem miejsca, w których mam się podpisać. „Zaraz dam autograf”, zażartowałem, chociaż wiedziałem, że żarty nie są teraz na miejscu. Jednak, mimo zakazów chłopców i Perrie, chcę to zrobić. Chcę pokazać, że zależy mi na Kath, jak na nikim innym. Z nią było inaczej niż z innymi moimi dziewczynami. Ona mnie naprawdę zauroczyła i to właśnie w niej się zakochałem na zabój. Tylko dlaczego umarła? Tego nie wiedziałem. To pozostało dla mnie zagadką.

- Już, wypełnione. – oddałem arkusz panu West. Przy okazji, co to za nazwisko? Nieważne…

`DWA DNI PÓŹNIEJ, Oczami Harry’ego`

Nie powiedziałem chłopakom o tej decyzji. Nie mogli się zresztą dowiedzieć. Lekarz powiedział, że mam przyjść wieczorem, sam, do szpitala. Zabiorą mnie na salę operacyjną i przeprowadzą zabieg. Powiedziałem tylko samej Nath. To jej po Katherine ufałem najbardziej. Podeszła do mnie po kolacji.

- Harry, skoro ona cię tak kochała, to nie przemyślałeś jednego. – powiedziała.

- Czego nie przemyślałem? – zdziwiłem się.

- To, że tobie na niej tak bardzo zależy, a jej na tobie właśnie jeszcze bardziej.

- Błagam, Nath, do rzeczy. Nie rozumiem cię.

- Chodzi mi o to, że ja ciebie nie będzie, to ona może przecież nawet się poświęcić, umrzeć, dla ciebie.

- No… W sumie, to masz rację. O tym nie myślałem, co będzie kiedy zrobią to. Opowiedz mi o Katherine.

- No więc… - usiedliśmy na kanapie, Nath wyjęła album ze zdjęciami i oglądaliśmy. – Znamy się od dzieciństwa. Poznałyśmy się w przedszkolu. Czyli minęło 12 lat. Nie była hipsterką, ale nie byłą też aż taka grzeczna. W szkole zawsze siedziała cicho jak myszka pod miotłą. – popatrzyła na mnie. Pokazała palcem zdjęcie jej i Kath. Chciałem się rozpłakać jeszcze bardziej.

- Mów dalej… Coś jeszcze też mówiła, robiła?

- Nie raz mi opowiadała o tobie. Zielone oczy… To o nich mówiła najwięcej.

- Ale co mówiła? Chcę wiedzieć.

- Mówiła, że chciałaby się co rano budzić przy takiej osobie jak ty. – popatrzyła w moje oczy, zamknęła album i kontynuowała wypowiedź: - Mam do ciebie pytanie.

- Pytaj.

- Co mógłbyś dać Katherine tak od serca?

- Przeszczep… Dam jej szczęście, mimo, że mnie nie będzie…

- Ale, Harry, zastanów się nad tym poważnie. Jeden błąd i nie żyjesz. Ani ona ani ty. Co będzie z One Direction, twoją karierą, Directionerkami? Mną chociażby… A o chłopakach nie wspomnę. Dla całego świata jesteście numerem jeden. Rozważ się nad tym, co ci powiedziałam i do mnie przyjdź z odpowiedzią. – wstała i poszła do kuchni. Myślałem przez cały wieczór nad jej słowami. Nie rozumiałem czemu, miałbym tego nie zrobić. Tylko w ten sposób mogę pokazać, że mi na niej zależy…

`GODZINĘ PÓŹNIEJ, Oczami Harry’ego`

- Nath! Nath! – wpadłem do jej pokoju, który dzieliła razem z Niall’em. – Znam odpowiedź.

- No. Dawaj. – jej twarz przybrała poważną minę z lekkim uśmieszkiem.

- Zrobię to dla niej…

- Harry! Tyle czasu ci tłumaczyłam, że to głupota, a ty i tak swoje. – moje oczy się lekko zaszkliły. Nie widziałem ostro, więc przy odchodzeniu od Nathalie i Horanka, wchodziłem prawie we wszystko, co mi stało przez nogami.

- Dziękuję… - powiedziałem ironicznie i wyszedłem. – Dziękuję ci za to, że na mnie krzyczysz, i to jeszcze w czasie, kiedy mam załamanie i nie wiem co robić. – rozpłakałem się, poszedłem do swojego pokoju i zakluczyłem drzwi. Taką miałem ochotę się przytulić co osoby, która już nie żyje… Tak, chodziło mi o Kath… Leżąc na łóżku z jej zdjęciem i myśląc o sam nawet nie wiem czym, czułem jej obecność. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Louis’a, dobiegający z dołu.

- Harry! Jedziemy na miasto! Jedziesz z nami?! – krzyczał.

- Nie! Ja nigdzie nie jadę! – odkrzyknąłem i zakryłem twarz poduszką.

- Spoko! A kupić ci coś? Po drodze wejdziemy do sklepu. – stanął przy drzwiach do mojego pokoju. Jednak na to pytanie się nie odzywałem. – Jakbyś coś chciał, to dzwoń do Liam’a. Wiesz, że mam telefon w naprawie. – zasnąłem po jakimś czasie leżakowania. Śniła mi się Kath w białej sukni, z dużym brzuszkiem, z dwuletnią dziewczynką, którą prowadziła za rękę. Byliśmy w kościele. Miałem na sobie czarny garnitur i kwiatka w butonierce. Po jakimś czasie pojawił się ksiądz, wszyscy wstali. Kapłan powiedział: „Teraz oficjalnie jesteście Państwo Styles.” Wziąłem ją za rękę i pocałowaliśmy się. Na koniec wyszliśmy z kościoła, każdy nam gratulował. Nathalie w tym śnie przekazała mi wiadomość: „Wiedziałam, że kiedyś wam się uda.”. Ludzie zgromadzeni wokół nas krzyczeli „Styles” i bili brawo. Z tak pięknego snu obudził mnie Liam.

- Harry. Harry! – krzyknął, a ja otworzyłem oczy. Straciłem świadomość czegokolwiek.

- Pali się gdzieś, co się tak drzesz? – odpowiedziałem i wstałem z łóżka.

- Krzyczałeś podczas spania. Nie raz ci się już to zdarzało…

- Spoko… - podszedłem do lustra, mimo, że nie zależało mi na tym, jak wyglądałem. – Po co byliście na mieście?

- Harry, my tak naprawdę byliśmy w…
-----------------------------------------------------------------------------

Takie trochę krótkie... Pisałam długo, bo komp był w naprawie. Z kartki musiałam przepisać :)

NEXT - jak  napiszę ☻ //Kath

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz